W nocy budziłam się kilkakrotnie, z grubsza miałam sny o pracy, ale zupełnie umknęło mi sedno fabuły. Nie było to bardzo męczące, raczej dziwne. Rano pod wpływem chwili zwinęłam z półki stare wydanie Procesu Kafki, będzie przerywnikiem dla Manna.
Na zewnątrz przenikliwy ziąb. Zamieniam skórę na pilotkę. Po kawie z Kochanym w Pe od razu sprawdzam dostępność biletów kinowych, i tutaj niespodzianka, wszystkie wygodne miejsca na tyłach zarezerwowane; po kontakcie z mężem zmieniliśmy plany piątkowe na niedzielne. Z innych "małe, ale cieszy": Kochany łaził po TK Maxxie, kupił nowy drapak dla kocóreczek (rodzaj drapakobudki, podobny do poprzedniej, zupełnie złachanej i wyrzuconej), oraz perfumy dla taty (teraz trzeba odbyć wędrówkę w poszukiwaniu prezentu dla mamy). W południe obejrzałam live Nobla z literatury (Anne Carson).
W porze lunchu chciałam zjeść coś w Moorlandzie, ale przestrzeliłam, nie ten dzień, nie te smaki, przeszłam do Czarnej po rogalik francuski na ciepło i niechcący utknęłam — miałam zamiar wziąć go na wynos, ale na chwilę przystanęłam rozmawiając ze znajomym od sztuki (nazwijmy go Garrym), w tym czasie puszysta baristka, pani Stempelek któryś-tam-numerek, już zrobiła mi kawę. Garry jest najprawdziwszym artystą, choć w stroju bezdomnego kręci się po West St w towarzystwie równie przefasonowanych stałych bywalców.
Wieczorem obejrzeliśmy z Kochanym bardzo krindżową kobrę Strzał o świcie (1976), dla Gajosa warto. Poza tym nic się nie wydarza, nie wychodzimy, pada deszcz listopadowy. W drodze z pracy zastanawiało mnie kilka samochodów gardai przed domem na skraju sąsiedniej wsi, ale jeśli to coś nadającego się do gazet, dowiemy się jutro. W tym tygodniu uaktywniam jesiennego lenia, który po godzinie ósmej z obowiązków wybiera tylko mycie zębów.
A propos tej "KOBRY". Zarówno ex Jan Kos (Janusz Gajos) jak i ex Marusia (Pola Raksa), tekst mieli niezbyt ciekawy do mówienia i ich postaci, gdyby się miały opierać tylko na tekście, byłyby bezbarwne. Pola Raksa nic do rolo nie dorzuciła, za to Gajos..., Gajos udawał homoseksualistę, przynajmniej takiego stereotypowego, choć czytając jego kwestie, nie znalazłbym chyba nic podsuwającego taką myśl. Ciekaw jestem, czy to reżyser, czy to Gajos wpadł na pomysł ożywienia postaci, zresztą świetnie zagrany.
OdpowiedzUsuń@Wolandzie, nie pomyślałam o tym, jak to mogło być napisane w scenariuszu. Gajos jest fajny, ale inni też jadą po bandzie :D
UsuńDorzuciłem tego Strzała... na listę, może obejrzę w weekend.
OdpowiedzUsuń