kolejne pif paf. Papiery robię szybko i efektywnie, zabawiam grupę dynamicznie. Po pół dnia jestem nieco wymiętolona, ale ogarniam, głowa jest jakby gdzie indziej. Około drugiej wyszłam do Pe na chwilę, potem znowu papiery, o czwartej na azymut.
Po obiedzie były dwa spacery, najpierw z koteczkami, w zachodzącym słońcu, potem spacer z Kochanym do morza i z powrotem. W oknach światła, na plaży bezwietrznie, spotkaliśmy matkę Humphreya z Humphreyem oraz Johna Sprzedawcę Butów, też z psem (mijamy się rzucając cienie zawdzięczane lampom ulicznym).
Po powrocie zerknęłam na pracowniczy email, raz, żeby się dowiedzieć, że moja własna szefowa budżetowa nie wie, jak się rozlicza kasę, dwa, najprawdopodobniej będziemy mieli (my, czyli ludzie pracujący w tym samym zawodzie co ja) sporą podwyżkę wynegocjonowaną przez związki zawodowe. Domyślam się, że radosna nowina (nr 2) ma sporo wspólnego z zapowiedzianym na jutro strajkiem generalnym. Obydwa zerkania niezobowiązujące, mam priorytety, zaraz będę czytała powieść.
Kotkom nad morze byłoby za daleko?
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, dla nas to dziesięć minut spaceru, ale kot nie chodzi na smyczy tak jak pies, musi wszystko co nowe obwąchać, poznać, a dziewczyny drogi przez osiedle nie znają (nawet z Rysiem, który drogę znał, taki spacer nie był łatwy).
Usuń