Załóż swoje drogowskazy, nakazał głos, i Fred spojrzał na skarpetki ze strzałkami — taki sen miał małżonek. Ja też wcześniej miałam sen, albo nie sen, w każdym razie była druga trzydzieści nad ranem. Boli mnie staw w palcu wskazującym, ostatnio to norma, gdy za dużo "myszkuję", więc od rana używam myszki lewą ręką. Wieczorem obejrzeliśmy sobie tymowego Rysia (2007), zbyt skomplikowana i niejasna fabuła (zresztą w Misiu było podobnie), tylko gang sprzątaczek mi się podobał.
Wtorek.
Żwawy marsz na pocztę po drugiej stronie wsi uświadomił mi po raz kolejny jak pięknie mieszkamy. Dość tego! Od dzisiaj spaceruję codziennie! Wypłatę dostałam za dwa tygodnie (korona korona), czyli za tydzień nie muszę się fatygować. Więc i spieszyć się z wysłaniem listu z poleceniem przelewu też mi nie trzeba. Ale kupiłam znaczek, a na nim:
Rock of Cashel. Chcę zobaczyć w tym roku. Świeżego chleba nie potrzebujemy (mamy pizzę), więc kolejny dzień obędzie się bez wyjazdu do miasta. Za to zaraz po moim powrocie, skoro Fred był już po śniadaniu, wskoczyliśmy w samochód, żedy dojechać na niebieską plażę.
Tym razem wiatr nie zatykał. Szliśmy na północ, aż do kamienistego brzegu. Po drodze spotkaliśmy kilka osób: dziewczynę z dwoma pieskami, parę w naszym wieku, biegacza, faceta, który grał na plaży w piłkę z trójką krasnali. Przypływ nadchodził bardzo spokojnie, żadnej presji. Dobry taki spacer, prawie w całkowitym milczeniu. Nie mogę powiedzieć, że byłam zatopiona w rozmyślaniach, po prostu byłam tu i teraz. W nadciągającej wodzie widzieliśmy spore stadko czarno-białych gęsi, które nadleciało znad morza. Sądzę, że były to białolice bernikle, które wracają na Grenlandię lub Svalbard, ale nie mogę tego potwierdzić, filmowałam je ze zbyt dużej odległości. Nauczka, żeby brać dobry aparat. Pizza, kawa, teraz mam ochotę na stare kroniki filmowe.
___
edit 22:50 Były kroniki filmowe z Łapickim, małżonek natomiast prasował nucąc nowofalową Siekierę. Przypomniało mi się, że mama zrobiła rano zdjęcie przed domem, a na zdjęciu śnieg w marcu. Gdybyśmy byli dzisiaj w Polsce ... Fred mówi brrrrr. Ale przez okno (w każdym oknie byłby kot) takie rzeczy nie szkodzą. I jeszcze, Stokrotki (1966) obejrzeliśmy, czeski film, co się zowie.











































