Dobry dzień pod wieloma względami (może tylko wizyta w Simonie mi słabo podeszła, mniejsza z tym jednak): popracowałam, wysłałam, poczytałam, Kochany po skończeniu swojej pracy zabrał mnie z biura (tylko na moment skręciliśmy do Forge, rzutem na taśmę, bo parking pod lokalnym sklepem zupełnie już opustoszał i pewnie niedługo zamykali bramę wjazdową). Przed obiadem wyszliśmy z myszkami, niebo było podobne do ostatniej sytuacji z zaćmieniem słońca, częściowo sepiowo-pomarańczowe, z chmurami-wymionami leniwie przemieszczającymi się po seledynowym tle. Dłubałam obiad słuchając bardzo długiej wypowiedzi Miecia na temat Netflixowej Lalki słusznie zakładając, że skoro tak szybko pojawił się klip na ten temat, sprawa była dla autora poruszająca. Obiad późny został pochłonięty z przyjemnością.
Elementów halołinowych jest wszędzie coraz więcej, ale umysł odrywa mi się od lokalnego klimatu, przecież nie będzie mnie tu w czasie kulminacji. Przeliczam czas na książki, które da się skończyć przed wylotem. Może trzy?

Nie miałam pojęcia o zjawisku tsundoku, ale doczytałam i muszę się pochwalić, że też tak mam 😃 Bosko! Wszyscy dookoła mają jakieś fobie, są w jakimś spektrum, zmagają się z jakimiś nałogami, a ja mam tsundoku! Yes! 🤡
OdpowiedzUsuńAaa... to na Halloween... nie skojarzyłem. U siebie widziałem na razie tylko znicze.
OdpowiedzUsuń