Tatko przyjął życzenia, zadowolony, zmachany, bo ciął żywopłot przed domem. W Polsce już bardzo ciepło, temperatura przekracza 25 stopni. Poza pisaniem (ach, jak mi się nie chce, także o tym mówić), spacery dwa: naokoło komina z kotem, oraz spacer nad morze. Z kotem, bo nie dało się go ominąć, odpoczywał w cieniu samochodu i czekał:
Dzieci sąsiadów zainteresowały się spacerującym Ryszardem, więc został wygłaskany i po zrobieniu kółka, zmęczony, na powrót padł jak kawka pod samochodem.
Na plaży tłum dość anemiczny, jakby ludzie nie do końca obudzili się po piątkowej imprezie. Zaczęło się zagęszczać, gdy już wracaliśmy (skręciliśmy, żeby ominąć wątpliwą przyjemność słuchania umc, umc, umc).
Spóźniłam się z zabraniem aparatu do podglądania jaskółek, młode już wyleciały, ptaki od czasu do czasu wlatują do domków, ale trudno je uchwycić (nie ma festiwalu skrzydeł, który tak przyciągał uwagę kilka tygodni temu, widać też osypisko, zwykłą rzecz przy tylu gniazdach pełnych piskląt w jednym miejscu) .
Doszliśmy do pierwszego osiedla pod którym zbudowano solidne umocnienia brzegu, wdrapaliśmy się na nie i jakiś czas siedzieliśmy machając nogami, grzejąc się w słońcu i robiąc zdjęcia.
Jeszcze dwie fotki z drogi powrotnej, ptaszek ...
... i ciepły kamień:
W domu był obiad, moje zmęczenie z którym walczyłam dzielnie oraz picie yerby przez Freda (w ogrodzie; w towarzystwie kota):
Już miałam się do reszty zwinąć w kulkę, gdy Ka & Jot zapowiedzieli się z wizytą (wcześniej byli na rybce w porcie). Przy stoliku przez ponad godzinę krzeseł było sześć, a kubki ślubne bytujące na półce zamontowanej nad drzwiami przeszły chrzest bojowy:
(minął nas Majkel, tak pijany, że ledwo trafił we własne drzwi)
Chłopcy znaleźli sobie zajęcie, Seamus pokazywał mi swoją obszerną kolekcję kart z piłkarzami, Damhnaic po zjedzeniu lodów testował cierpliwość Ryszarda (kot się nie poddawał, siedział niedaleko gości, w ogrodowej zieleninie). Pod wieczór zrobiło się chłodniej, przyjaciele się zwinęli, my zajęliśmy się swoimi sprawami (była chwila rozmowy z Katlin wzburzonej faktem, że Ethan nie chodzi do szkoły, bo go matka wypisała i szuka nowej placówki; chłopiec ma stwierdzone zaburzenie zachowania, sąsiadka mówi nam o tym w tajemnicy; przytaknęliśmy, że faktycznie nie mieliśmy pojęcia, chociaż wiemy od dawna, bo mamy oczy). Jestem po prysznicu, czeka mnie jeszcze sporo pracy, a niechciej dolega.