Delektuję się poranną samodzielnością. W sypialni rozproszone światło nocnej lampki. Na palnikach jajecznica i kartofle z rozmarynem. Jeszcze trochę mało kontaktuję, Kochany już w drodze do Naas. Dzień się budzi.
___
edit 18:35 Pomimo zapowiadanej deszczowej pogody dzień pracowniczy zaczął się mi dość przyjemnie: zaspana baristka z niebieskimi włosami, najwyraźniej Pani Stempelek 2, dała mi kawę za darmo, choć nie powinnam jej dostać, bo brakowało mi stempelka. Don't worry about this. Nie zamierzam ;). W pracy przybył nam Aleks, który twierdzi, że mówi czterema językami (w co wątpię, bo nie zareagował właściwie na como estas?). Z pomocą Katriny udało się mi doliczyć należnego mi płatnego urlopu, więc nie ma przeszkód, żebym urwała się z Centrum na kilka dni przed Bożym Narodzeniem (hura!). W autobusie siedziałam obok chłopaka z Termon, którego w duchu nazywam Rorym. Świetne miał dzisiaj spodnie - dżinsy w gwiazdy - i czytał Topographia Hibernica. Autobus był oczywiście spóźniony, zmarzłam, do domu doturlałam się, gdy było już zupełnie ciemno. Zaczęłam robić obiad, a gdy zadzwoniłam do Freda z pytaniem, czy jest już blisko domu, mąż zaskoczył mnie informacją, że prochy są do odebrania. Tak więc Rysio nasz kochany zaraz wraca.
___
edit 21:40 Kochany przywiózł prochy. Nie dokończyłam obiadu, zadzwoniłam do rodziców, pokazałam im skrzynkę i odbicie Rysiowej łapki. Jestem kompletnie rozbita. Ubranie na jutro nie za bardzo przygotowane, teraz z mokrymi włosami biorę się za plan jutrzejszych zajęć. Odprawieni, przynajmniej to.
czwartek, 16 listopada 2023
1431. Czwartek.
poniedziałek, 27 lutego 2023
1169. Ej.
Chłód przenikał dzisiaj wszystko. Doczłapałam do domu przechylona na jedną stronę (bardziej niż zwykle), taskałam torbę z mlekiem, mąką, słoikiem powideł, gotowymi krokietami i barszczem czerwonym, bo się mi różnych rzeczy zachciało (krokiety na obiad, naleśniki na jutrzejsze śniadanie). A poza tym, cóż, wszystko w proszku, domostwo nadal nie posprzątane, gdyż bogini zaginiona w e-makulaturze.
W autobusie siedziałam za chłopakiem z Termon, nazwijmy go Rory, który zmienił kolor włosów z różowego na brązowy. Burgundowe paznokcie pozostały. Class. Wyjeżdżając z miasta widziałam skrawek tęczy wpadającej do morza, więc gdy deszcz mnie złapał tuż przed wejściem do domu, wcale się nie zdziwiłam.
Fred w Dublinie. Oczy dosłownie bolą mnie zimnem (nie wiem czy to wpływ temperatury w pracy, przeciągu w autubusie, czy może nawet zimnej ostatniej nocy). Zamiast pisać co miałam pisać, słucham o gównoburzy z polską preselekcją na Eurowizję (faktycznie Jann fajny chłopak jest, laska, która wygrała fałszuje jak nieszczęście, a u Edzi Górniak szparki zamiast oczu). I przede wszystkim jestem już po wrzącym prysznicu i po herbacie z cytryną, pod kołderką wstępnie odgrzaną przez kota, przytulnie ogacona kapturem szlafroka jak lord Sithów.