Strony

wtorek, 1 września 2026

2450. Pierwszy września.

Praca nie nastraja ekstatycznie — zmiana w przepisach dotyczących migrantów nie jest jakoś głośno omawiana, ale wyraźnie wpływa na moją działkę (sporo wolnych elektronów nagle zorientowało się, że musi coś robić, żeby się tu zakorzenić, tymczasem cudów nie ma, to jest zawsze proces; odprawiłam dzisiaj dwie osoby, jutro odprawię kolejne). 

Dostałam telefon z kliniki z datą skanu (w tym miesiącu, poza tym niedaleko).

Miałam w nocy sen, że zapomniałam szefowej wspomnieć o urlopie, a przecież jutro wyjeżdżam ... takie głupoty, widać Głowa siedzi w przyszłości i koniecznie chce iść na grzyby.

Popołudnie powtarzalne: na moment idę do sklepu za rogiem, bo wyszliśmy z makaronu (spaghetti euro pięćdziesiąt), po obiedzie rundka z kotami, zasapuję się bawiąc się z Bronią, Majk nas obserwuje i jak zwykle powtarza that's gas!, chwilę rozmawiam z Anne, która właśnie idzie wykąpać się w morzu. Wieczorem z przyjemnością przechodzę od jednej książki do drugiej i trzeciej, każda mnie ciekawi.