Ryszard nie wrócił na noc i spaliśmy przy otwartym oknie. Obudziłam się z wtulonym w nogi kotem (Fred był już w drodze do Sligo), który wstał na dobre dopiero w południe, w czasie mojej przerwy w pracy. Wyskoczyłam z łóżka przed budzikiem, żeby przygotować sobie sałatkę, którą miałam się zajadać pół dnia (a wyszło na to, że pochłonęłam ją o poranku).
Po zmianie szybki spacer — gnałam jak wicher wyprzedzając chmurę, która wygrażała mi deszczem (rozminęłam się z kotem wracającym z przechadzki nadzorczej). Za plecami szara chmura, a na horyzoncie nad morzem niebieściutko i fatamorgana Howth unoszącą się w powietrzu. Pod domem pojawiłam się akurat na czas, żeby pomóc Annie odczepić od dachu kilka ostatnich gałązek bluszczu.
Odzyskałam zainteresowanie Sklepami cynamonowymi Schulza (MG, 2013), które jakiś czas temu doczytałam do połowy bez zrozumienia. Tym razem zachwyciłam się atmosferą i przy okazji podczytałam fragmenty pracy o motywie szaleństwa w Sklepach autorstwa pań Sienkiewicz.
Podobno szykują się dwie ekranizacje Perswazji Jane Austen. Dwie ostatnie adaptacje (z Amandą Root i Sally Hawkins) bardzo lubię, mam nadzieje, że to będzie coś na tym poziomie.
Mój kochany wrócił ze Sligo po ósmej. Przez Newry. Na Północy są już otwarte TK Maxxy. Mam więc nowy sweterek od męża, kaszmirkowy Bartolini. Z Fredem przywiózł się ze Sligo także turystyczny aeropres.
Późnym wieczorem bardzo długa rozmowa przez messengera z Usz, o zmianie pracy, trenowaniu koszykówki, Wu, życiu naszych kotów.
___
Przepis na nitzę po mojemu (sałatka z tuńczykiem à la moi):
Dwie garści sałaty (dzisiaj Florette wild rocket & baby kale mix), dwa gotowane jajka, kilka łyżek konserwowej kukurydzy, kilka pomidorków koktajlowych, kilka krążków papryki, kilka krążków ogórka szklarniowego, pół puszki tuńczyka. Do tego sos z kremowego jogurtu + ząbek czosnku, sól i pieprz.





























