Wtorek
Cieplutko, lato. Wróciłam do Chamstwa, długie kawiarniane czytelnictwo ponownie zaczęło mi konweniować. W pracy napięcia i dalszy ciąg zmian; Katrin-asystentka zdecydowała się poinformować górę, że nie wraca od nowego roku szkolnego. Obiad mężowski (wątróbka, świeży chleb) przy oglądaniu Gosi ze Szkocji chodzącej po charity shopach. Kupiłam bilet powrotny z Polski we wrześniu (dosłownie na chwilę zajrzę do rodziców, a wcześniej może spikniemy się z Panemodespresso).
Środa
Pogoda już tak jednoznacznie ciepła, że nie wzięłam narzutki "na wszelki wypadek"; sandałki, letnie spodnie, krótki rękawek, wilczy. Po pracy wybrałam się na kilkukilometrowy spacer do Freda, i tak sobie szłam, tym razem po drugiej stronie drogi, żeby dokładniej przyjrzeć się niskim bungalowom, więc i dobiegła mnie reklama Media Expert z mieszkania nad sklepem ;). Podniosłam z chodnika trzmiela, umiejscowiłam go na przekwitłej budlei, zrosiłam jej liście wodą, bo nic mądrzejszego nie przyszło mi do głowy. Fred miał jeszcze trochę czasu do końca zmiany, czekając na niego siadłam przy kawie z książką.
Po powrocie do domu zaczęłam pichcić obiad (wsiowy: młode kartofle, łeb kalafiora, świeży koperek, i kefir, jeśli wierzyć Irlandczykom), gdy Kochany podlewał chabazie w ogródku. Obiadek; czytanie, Fred wchodzi do sypialni: Ted Baker ogłosił bankructwo ... płaszczyk w dobrym momencie kupiłem.
:D
Zaś Junona chora tylko trochę. Będziemy jej z sąsiadką na zmianę aplikowały tabletki. Przed dziewiątą przeczytałam wytyczne, odhaczyłam się na grafiku, dodałam trochę mokrej karmy, podrapałam księżniczkę za uchem, nałożyłam maść na szlachecką łysinę, zerknęłam do kuwety (czysto).
Skończyłam czytać Chamstwo Kacpara Pobłockiego (Czarne, 2022). Trochę mi zeszło, za lekturę wzięłam się chyba jeszcze w maju. Kolejna w tym roku pozycja tożsamościowa, czytana z ołówkiem w ręku.
Od popołudnia u sąsiadów za płotem w najlepsze trwa impreza; dzieciaki przybiegły podekscytowane, bo im, wg ich własnych słów, osiem piłek wpadło do naszego ogrodu. Nie wiem czy osiem, ale młodzież wyglądała na szczęśliwą.
Van Morrison, Amy Winehouse, Sigur Rós.
Lipiec:






























