Strony

wtorek, 31 maja 2022

896. Wtorek za wtorkiem.

Przez większość dnia w pracy, po powrocie do domu szybko preparujemy z Kochanym obiad i zagłębiam się w klikanie. Najpierw wykład z terapii (Ifa zamieniła się w dużo mówiącą Orlę), potem esej na zaliczenie, który wisiał mi z tyłu głowy przez cały wtorek.

Miłe rzeczy: szykuje się bardzo długi weekend, piątkową zmianę przeniesiono mi na jutro, a mamy jeszcze przecież bank holiday w poniedziałek. Grand!! Bonus: pewna znajoma zawita do naszego hrabstwa i może się jej przydamy w roli przewodników. Ostatnio spotkaliśmy się z nią w Łodzi, w trakcie powrotu z naszego przygodowego miesiąca miodowego. No i jak było do przewidzenia, mój kochany mąż miał pójść wcześniej spać, bo jutro czeka go ciężki wyjazd, ale senność poszła się miziać, gdy Freda podjarała wizja wycieczki. 

poniedziałek, 30 maja 2022

895. Kot na dachu.

Kolejny deszczowy, średnio zajęty dzień, z Kochanym mężem, który mnie rozpieszcza oraz nic nie wspomina o tym, żebym nie żarła całej czekolady mlecznej z orzechami i rodzynkami. Po obiedzie w zasadzie siedzę i piszę, czego płodem jest niepełna kartka jakichś wynurzeń na temat badań dotyczących motywacji (zmotywował mnie wyłącznie deadline). Oraz wysłałam zapytanie do dziekanatu (po dziesiątej wieczorem), w którymż to zapytowywuję czy jak przylecę, to mi podbiją legitymację, co to jej nie mam, bo jej do tej pory do niczego nie potrzebowałam. 

W czasie, gdy nie padało Kot wlazł na dach — wiemy bo nam sąsiadka z naprzeciwka przesłała zdjęcie na messengera ... w tym momencie mąż zagadał, gdzie jest notatka na bloga, bo on czeka (pewnie nie wie, co się dzisiaj wydarzyło). Przeczytałam mu to, co napisałam do tej pory ... czy chcesz coś dodać? Ty dodaj kochana, tyś jest kronikarką rodzinną naszą, odrzekł małżonek (poważnie tak był powiedział).

Cocker Joe oraz Masłowska Dorota byli w naszym domu dzisiaj słuchani. Właśnie lecą Motyle.

niedziela, 29 maja 2022

893-894. Ostatni weekend maja.

Jujka się w końcu odezwała w sobotę. Tak jak myślałam, będę pracę finalizowała raczej sama, bo dziewczyna nie może ogarnąć. Nie mam problemu z tym, żeby jej nazwisko dopisać do tekstu, od początku chciałam go napisać sama, a moim jedynym celem było zaliczenie przedmiotu. Nie bardzo nawet dociekam na ile problemy Jujki są niezmyślone, nic do niej nie mam po prostu. Idziemy dalej.

Po takich rozmyślaniach zaczęłam się ubierać, bo Kochany wyciągnął mnie do krzakolandii. Z krzaczorów nie kupiliśmy nic, za to ładna pogoda zachęciła nas do odstawienia samochodu na miejski parking i spaceru do Stockwell Artisan Foods (tym razem daliśmy spokój z denerwowaniem Aury, na chwilę tylko wstąpiliśmy do Tesco, gdzie przy okazji poznałam Tanyę, znajomą Freda z pracy). Konsumpcja falafelów była, oraz pyszne ciasto na deser.

Gwen poinformowała nas, że jutro (czyli dzisiaj) w Oldbridge jest jakaś impreza plenerowa, bardzo to miło z jej strony. Aż mi trochę żal, że wcześnie po południu zaczynam wykłady, bo albo to, albo wyjazd z rodzinką Ka do zoo w Dublinie byłyby fajnymi opcjami. 

Nie spacerowaliśmy długo, krótkie zejście do rzeki po drodze na parking i jusz:

Po powrocie do domu była pogadanka z Katlin nadzorowana przez Ryszarda, który od razu się odnalazł, oczywiście. 

Potem kawa i wykład z neuro. Fred tymczasem rozłożył się przed domem z yerbą, żeby sobie posiedzieć w słońcu, potem brzęczał kosiarką. No i tak, nie ma zerowego terminu z egzaminu neuro, więc natychmiast kupiłam bilet na kolejny szybki weekend w Polsce. Wprowadziło mnie to w nastrój mało euforyczny. Fatalnie jest być biednym. 

Ale przynajmniej była wczoraj dobra pogoda. 

Po moich edukacyjnych nadwyrężeniach wybraliśmy się do Ka. Jot akurat była u znajomych, wróciła później, więc zeżarliśmy pizzę bez jej udziału. Udało się nam obejrzeć kolejny dobry film Jarmuscha, Paterson (2016), o tym, że każdy może być artystą (ale nie w tym sensie). Najbardziej nieamerykański amerykański reżyser. Z powodu seansu zaczęłam niedzielę po północy i znowu jestem niewyspana. A tak z obserwacji zachowań ludzkich wnioskuję, że może ślub będzie niedługo u przyjaciół.

W niedzielę za to jesteśmy domowi. Razem z Kochanym szukamy po świecie rodziny babci Freda od strony ojca, a dzięki głupiutkiemu quizowi na onecie (muzykę rozpoznaję po jednej nucie) z rozrzewnieniem wspominamy starego Robin Hooda. Wykłady całkiem spoko, w międzyczasie Kochany robi obiad. Siedzę przed laptopem większość dnia i tylko od czasu do czasu wpadam w ekscytację.
___
edit 22:15 Tajemniczy ogród (1993) Holland. No i co? Zamiast iść spać czytam o tarpanach.

piątek, 27 maja 2022

892. U taty kwiaty.

Jaki śmieszny ten kot. Mąż wyjechał do pracy wcześnie rano i nie nakarmił Ryszarda. Rudy łeb obudził mnie przed ósmą dopytując się czy na pewno nie chcę tego naprawić, chuchał i niuchał, w końcu położył się przy mojej głowie. 

Wygnało mnie nad morze. Dzwoniłam do taty rano i jeszcze raz w czasie spaceru. Gdy Fred wrócił z pracy połączyliśmy się jeszcze raz, bo życzeń nigdy nie za wiele. U taty kwiaty. Spacer zawsze poprawia mi nastrój, ale poczucie niedoczasu, który starannie rozdmuchuję zwlekaniem ze wszystkim, pozostaje. Po południu wracam do pisania eseju. Jujka milczy.

czwartek, 26 maja 2022

891. Zapłakane okna.

Kręciły mi się myśli wokół niej wczoraj, dzisiaj postanowiłam sprawdzić, co tam. Kalina z bloga Kalinin-grad umarła. Ciężko chorowała na śmierć, ale ponieważ raczej nie miała tendencji do wpadania w górnolotne tony, można było dać się zaskoczyć. Chociaż niewiele u niej komentowałam, kupowałam polecone przez nią książki. Nigdy nie wiadomo jaką dla kogo robimy różnicę.
___
edit 09:32 Kochany wyjechał do Drołdy, wysłać film i zrobić zakupy. Najpierw chwilę staliśmy w otwartych drzwiach domu, patrzyłam na mżący kapuśniaczek i zmokłe gawrony szukające śniadania na zielonym polu przed nami. Zgodziliśmy się, że oboje jesteśmy w niespokojnych nastrojach. Przynajmniej nie trzeba podlewać ogródka, rzekę optymistycznie ja. No ale jakby się miało goretex i w Karkonoszach szłoby się przez las, to byłoby całkiem przyjemnie, podjudza wyobraźnię Fred.
___
edit 12:20 Kochany wrócił z dwiema torbami wiktuałów, minutnikiem i bukietem dwunastu wielobarwnych róż. Zapomniało mi się.
___
edit 22:20 Pisałam, jadłam, złożyłam mamie życzenia maminodniowe, drzemałam obok Freda i Ryszarda, słuchałam Megadeth. Esej nie wiem czy ma sens, ale prawie mam to. I nos mam strasznie zimny. Rozmawiamy z Fredem o sprawie Depp vs Heard. Przy okazji zgaduję imię pewnego terapeuty. Tak, on miał na imię Zenek.

środa, 25 maja 2022

890. Beaumont.

Znowu wstałam nieco zbyt zmęczona jak na pracę, którą wykonuję. W kieszeni płaszcza taki kamień:

Mąż miał wizytę lekarską, która pierwotnie miała być wizytą po MRI, ale nie była, gdyż MRI się przesunęło na czerwiec. Mimo to wpadliśmy do Beaumonta i utknęliśmy w budynku onkologicznym na prawie dwie godziny.

Pacjentów niewielu, cisza, przez pierwszą godzinę ani oparów po lekarzu, ruchy bardzo wolne i nawet nie zauważam, gdy trzech pacjentów gdzieś znika. Czekaliśmy, to się doczekaliśmy. Po raz pierwszy miałam okazję uścisnąć dłoń prof. Breathnacha, który zna mojego męża dłużej niż ja, i to nawet bardziej od środka. Wizyta była krótka, profesor pokazał nam ct scan z lutego i pocieszył, że on tam nic nie widzi, co by mogło akurat jego zainteresować, poza tym jemu też prawe kolano wysiada (Stu nazwał to potem peselozą). Przy okazji mogłam podziwiać cenne rzeczy, które robią we Fredzie ping na lotniskowych bramkach — małe to nie jest, wygląda na kg złomu, który trzeba było długo skręcać (skręcający zapewne czują dumę, że cyborg nadal działa). Następnym razem mąż uniknie mecyi z zapraszaniem się na audiencję, bo dostał nr telefonu do Pielęgniarki, Która Wie Wszystko. Temat wróci w czerwcu.

Po wizycie próbując się wydostać z północnego Dublina zajechaliśmy do pawilonów w Swords, głównie po to, żeby zjeść obiad w Milano. Bardzo mniam, nie obeszło sie bez bąbelków maczanych w maśle czosnkowym, tym razem zamówiłam pizzę La Reine na cienkim spodzie.

W pawilonach długo nie zabawiliśmy, nie kupiliśmy niczego do ubrania (oj!), i po piątej byliśmy w domu. 

Wieczorem Kochany rozmawiał ze Stu, ja tymczasem lamię sobie. Odezwała się Jujka, nie mam siły z nią rozmawiać, ani tym bardziej pisać pracy (zatoki znowu dają mi popalić). Lorejn poinformowała mnie tekstowo, że w piątek Saren pracuje online i nie muszę przyjeżdżać do Centrum, zyskałam więc poczucie, że mam mnóstwo czasu (co oczywiście nie jest prawdą, bo ja zawsze znajdę sobie ciekawe zajęcie, które mi go zużyje). Na-ten-czas, wiem, że zdążę, ale deadline szumi.

wtorek, 24 maja 2022

889. Nieogar.

Mogę to sobie wytłumaczyć życiem w dwóch przestrzeniach czasowych, polskiej późnej wiośnie i irlandzkim lecie z fujową pogodą. Po głowie snują mi się idee nie wiadomo o czym, Kochany też w nienajlepszej formie, oboje nie potrafimy się dogadać, gdzie w Drołdzie jest "rondko" przy szkole ;). Po wieczornych wykładach online jemy wege pizzę z M&S (może warto częściej kupować, bo dobra) i słuchamy Ombra mai fu w kilku różnych wykonaniach.

poniedziałek, 23 maja 2022

887-888. Optani przez sraka.

Gdy w niedzielę wracaliśmy z M&S przez Fair St., mewa fajtnęła obojgu nam, błogosławionym, na głowy. Zrobiliśmy zakupy w mieście, zaszliśmy też do TK Maxxa, bo chciałam znaleźć coś dla mamy na czerwcową wizytę w kraju (tymczasem kupiłam sobie lniany podkoszulek Majestic Filatures). W domu Fred postanowiła działać szybko i wręczył mi prezent na rocznicę, która wypada za kilka dni (dwie kolejne rzeczy MF, niebieski, jedwabny t-shirt i wiskozową bluzkę z długimi rękawami w morskim kolorze oraz skarpetki Miss Sparrow w żyrafy).

Wu odebrał samochód od moich rodziców. Nie tylko wydawał się miły, ale nawet został trochę i zjadł trzy kawałki ciasta. Cuda, cuda, więcej cudów. Fred zadzwonił do swojej mamy i zaproponował jej wizytę w naszej chatce z piernika. Widać, że teściowa przyjechać chce, tak że ten ... będzie się działo, może dobrze, a jak niedobrze, to przeżyjemy i będzie materiał do opowieści.

Wieczorem wyjechaliśmy obejrzeć Dom, który zbudował Jack (2018) von Triera. Chyba lepiej, że Jot nie oglądała go z naszą trójką. Film raczej ciężki ze względu na sceny przemocy, poza tym zaraz trzeba było pędzić do domu, bo w zasadzie szliśmy spać dzisiaj, a czekało nas otwieranie oczu o szóstej rano, także dzisiaj ;). O poranku Fred podrzucił mnie w miasto i skręcił do autostrady na Mullingar.

Poniedziałek niezbyt rozrywkowy (tnę małymi nożyczkami, potem klikam), z deszczem, który nigdzie nie był zapowiadany, ale i tak się pojawił. Między dworcem i bankomatem jest 8 minut w dwie strony, wiem, bo po południu przefrunęłam nad mostem dwa razy, gdy odkryłam na kilka minut przed odjazdem autobusu, że nie mam w portfelu wystarczającej ilości gotówki. Muszę przyznać, że płuca dają radę, nogi też.

Kochany wrócił, gdy rozmawiałam z mamą; na obiad odgrzewały się klopsy wołowe. Deszcz, deszcz i deszcz. Oraz kolejny prezent od męża, z TK Maxxa w Mullingar: szerokie chinosy Lee w kolorze khaki. Jestem poważnie zaniepokojona zapytaniem, kiedy odbył się poniedziałek, który na pożegnanie właśnie wygniata burzowe chmury nad morzem i wywiesza jasne podchmurki od strony lądu.

sobota, 21 maja 2022

886. Śniąc i żyjąc.

Wujek Józek jak pan Mikulski podrasowany Tomaszem Schuchardtem? Film we śnie miałam. Wykaraskałam się z łóżka przed Fredem nadal trochę ciężko myśląca. Kochanego z objęć Morfeusza wyrwał poranny telefon od Kolegi Z Bloku, który dociekał naszych spraw genealogicznych (odkrył to samo co moi rodzice, że rodzina zniknęła z regionu, ale chyba go wciągnęło, co samo w sobie jest miłe i dla mnie zupełnie zrozumiałe). Po rozmowie mąż rozbudził się na dobre, zrobiłam mu kawę, potem zjedliśmy śniadanie. Dla kota, który w końcu się pojawił w domu było kocie boże narodzenie (jedzenie, głaskanie, drzemka w oparach smażonej kiełbaski). Od rana uporczywie grał mi w głowie Nowy świat Bukartyka, a gdy to oznajmiłam Kochanemu, mąż opowiedział mi sen: szedł ulicą obok kawiarni na zewnątrz której rozpoznał wygodnie rozsiadłego pana Piotra (dla znajomych Łysy). Zauważony poeta poprosił Freda, żeby mu małżonek opowiedział o swoim życiu ...

Wu już umówiony na przyjazd do moich rodziców i pożyczenie samochodu. Jutro najprawdopodobniej będzie się tłukł z Wawy jak zwykli śmiertelnicy, którzy nie zarabiają miesięcznie po pół setki.

Fred próbował się zregenerować po tygodniu pracy, która nadal dudni mu w głowie, zrobił sobie inhalacje i test na covid (negatywny), przed wyjazdem poszedł na spanko. Bo wieczorem spotkanie z Ka&Jot oraz narybkiem w Borzalino, niespodziewanie to wyskoczyło, ale sympatycznie — zjedliśmy w szóstkę trzydaniowy obiad i popuszczając pasa udaliśmy się każdy do siebie.
___
edit 23:00 Rozmawiamy o Siekierze, więc i o wojnie, Fred tymi słowy antycypuje nowy tomik wierszy pani Bogumiły Załęskiej o świeżej tematyce wojennej:

Wojna na Ukrainie
bezustanne strzelanie
ludzi złych zabijanie
sił zła przegrywanie
na siły wyższej żądanie
w boskim planie.

Fred chciał doszlifować, szlifierka jedna, ale mówię mu zostaw tak, jak jest. Głębia treści przed formom.

piątek, 20 maja 2022

885. Dezydery z Żegocina.

Zamiary były takie, że pojadę z Fredem do Kildare Village i po jego pracy spędzimy popołudnie gdzieś. Obudziłam się o czwartej, wcale nie byłam senna, ale nie zabrałam się z mężem w drogę. Wstałam i porozmawialiśmy, potem zapadłam w kilkugodzinną śpiączkę przerwaną dopiero ok. dziesiątej. Zażegnałam na szczęście zapalenie krtani, które wczoraj mi się zaczynało, ale nadal czuję się słabo. Spałam też w ciągu dnia, Kochany zastał mnie w łóżku i doradził, żebym zrobiła sobie test (wyszedł negatywny).

Mąż był po pracy tak zrypany, że w ramach relaksu chwycił za tomik poezji (takie rzeczy tu się dzieją ;)), który dostaliśmy od ciotki Mery, Dwie połówki jabłka (2020), bo leżał na biurku, czekał na ten dzień. Jak tytuł w zasadzie zapowiedział (to może trzy połówki jabłka, ku**a!), matkoboskoczynstochowsko, wracamy do tej "poezji" przez resztę dnia, dwa pierwsze wiersze zostały nawet odczytane szwagierce (Fred zadzwonił do Usz po obiedzie, chciał wybadać kwestię Wu, zamiast tego dowiedział się, że ostatnie zmęczenie siostry okazało się covidem. No i "poezja" natenczas była czytana, oraz w kamerce pokazał się kot). 

Czyli ogólnie nie jest najgorzej, pośmialiśmy się nawet, tyle, że nic mi się nie chce. Jak ktoś ma ochotę na solidny zastrzyk grafomanii (ta kobieta w ciągu 20 lat wydała ponad 400 tomików!), polecam Załęską Bogumiłę Konstancję, prawnuczkę Aleksandra, który był mężem Antoniny, ojcem Eleonory, która wyszła za Jana, brata Andrzeja, który walczył pod Dezyderym Chłapowskim z Żegocina ;)

czwartek, 19 maja 2022

884. Lepiej i gorzej.

Czułam, że Fred wrócił, ale byłam zbyt zbetoniona snem, żeby się przywitać. Zaraz po przebudzeniu (pobudka ustawiona na 5:45) zadzwoniłam do mamy, zastałam ją w drodze do pracy (tatko za kierownicą, Maksio spał na tylnym siedzeniu). Życzenia zostały złożone. Powtórzyliśmy je wspólnie z Fredem w drugiej części dnia, ale na razie zebrałam się w sobie. W robocie była robota, inna trochę, bo rozmawiałam z ludźmi przy stoisku, słuchałam przemówień lokalnych szyszek, a gdy w czasie przerwy kawowej jadłam rogalika, przyszedł fotograf i zrobił nam (mnie i Lorejn) zdjęcie, boję się, że do gazety (uśmiechnęłam się uśmiechem chomika w czasie obiadu).

Kochany zabrał mnie na obiad "po drodze", czyli do Carlingford. Aś akurat wyszła na przerwę (chwilę pogawędziliśmy o świecie z jej szefem) i odnalazła się, gdy szliśmy na szamę. Zmęczona jest, widać to było po niej, musi odpocząć przed podróżą do matczyzny, więc rozmowa była krótka. Potem konsumpcja. W naszym ulubionym miejscu znowu brak płatności  kartą, więc pub PJ's, voilà:

Po obiedzie molo i powrót do domu naobkoło, przez punkt widokowy na Slieve Foy, z tego miejsca zadzwoniliśmy do mamy:

I do Drołdy, bo Kochany chciał mi coś pokazać w TK Maxxie. No to sobie nieopatrznie kupiłam jedwabny szal w pomarańczowo-niebieskie, geometryczne wzory. Z rzeczy niemiłych, gardło mnie boli, nie wiem dlaczego teraz, skoro od wszystkich grzechów, które pamiętam, minęło już trochę czasu. Mam nadzieję, że to nie pokrzyżuje jutrzejszych zamiarów. Spać.

środa, 18 maja 2022

883. Krzątać się.

Za oknem coraz większy wiatr, pod wieczór leje. Życiowo zestaw małych zdarzeń. Rano porozmawiałam z mężem, bo Kochany zerwał się wcześnie po krótkim śnie (szykował się do Donegalu na popołudniową robotę). W ogrodzie przycięłam trochę trawy w zakamarkach do których nie doszła kosiarka, więc kos zaraz przyleciał, żeby pogdakać i wetknąć swój pomarańczowy dziób w każdą dziurę. Przy prasowaniu obejrzałam pierwszy odcinek 12 sezonu Midsomer (coś nudy). Odnalazłam kabel do ładowania Lumixa. Przesłałam Templariuszowi klepsydrę z informacjami na jutro. Aś mi napisała, że w weekend leci do Polski, odpoczywać. Wyprodukowałam do końca tekst na zaliczenie nieobecności, a nawet go wysłałam. Bonobo i ateistę zostawiam na str. 216. Ryszard właśnie wskoczył na łóżko i trąca mnie nosem. Wróci, wróci, idź spać.

wtorek, 17 maja 2022

882. Deszczowy dzień w Irlandii.

Dwaj najbardziej sterani żule w mieście to Polacy. Schowali się dzisiaj przed deszczem w poczekalni dworca autobusowego, stąd mam bezpośrednie potwierdzenie hipotezy (widocznie niepogoda akurat w tej okolicy przerwała im obchód miasta). Domyślam się, że w przeciwieństwie do większości żulików lokalnych są bezdomni, bo gdy przywołuję sobie przed oczy wyobraźni stan ich powłok cielesnych, nie wiem jaki dom luźno nawet spełniający definicję domu mógłby to tolerować.

Przesiedziałam dzień pracowniczy z Luizą i Lorejn, trochę się pochichrałyśmy, najczęściej zamulałam, z przerwą na kawę w Caffè Nero. Grubiutki Aleks przyszedł do nas po przerwie z nowiną, że zaraz robi test, to nam pokaże. Zrobił. Pokazał. Był niezadowolony (miał w planach wylot do UK, i dupa zbita). Dwóch innych wychowawców grup popołudniowych zostało wcześniej wysłanych do domu, pięcioro dzieciaków też miało pozytywny wynik. Tak że ten, na razie pracuję w czwartek zamiast w piątek, ale to się może zmienić jako, że budynek lekko się nam zadżumił.

A Fred wrócił po północy, wślizgnął się do łóżka tak niepostrzeżenie, że mężczyznę w moim łóżku odkryłam dopiero rano, o 6:30, jak mi alarm zaryczał do ucha. Małżonek zawiózł mnie dzisiaj pod Centrum, potem kupił mi zupę, więc po pracy miałam co zjeść na szybkiego przed kolejną odsłoną online kursu. Jeszcze jutro taki myk, że się mijamy (dzisiaj Kochany pił kawę w Belfaście). Byłam ew. umówiona z Jujką na późny wieczór, ale od razu wątpiłam, że się odezwie. Zresztą jestem zmęczona, nie chce mi się gadać z obcymi ludźmi, nawet o psychologii. Wskoczę do łóżka i będę kontynuowała czytanie de Wala, bo mi wstyd za moje osiągi czytelnicze, które ostatnio zwyczajnie nie mają miejsca.

poniedziałek, 16 maja 2022

881. Demotywator.

O jakbym chciała wskoczyć pod kołdrę! Ale nie da rady, pisać trzeba. Pogoda się kotłuje, rano na przystanku zmoczył mnie deszcz, po pracy szłam rozchełstana w przyjemnym słońcu, natomiast nasza wieś siedziała we mgle, do wyboru, do koloru. Dzieciaki mają dwa tygodnie praktyk, więc wiem, co jutro będę robiła — to samo co dzisiaj, przeglądanie i niszczenie papierów. Nie nadaję się do monotonnej pracy, podzespoły mózgu zbyt szybko przechodzą mi w tryb awaryjny.

Wygląda na to, że w końcu odbędzie się pogrzeb Jara, który zmarł przecież jeszcze pod koniec kwietnia. Koleżanka podała numer konta, mogłam przelać pieniądze na wieniec (bardzo pożyteczne, przy okazji naładowałam polski telefon i przypomniało mi się, że mam zaległy rachunek do zapłacenia). Po rozmowie z tatką (przez to, że powiedział mi jakoby Jar uczył karate) odezwałam się do Templeriusza. Wieści go nie doszły, byłam więc posłańcem złej nowiny. Chociaż tam, czy złej ... nie wiem nawet czy Jar z Templariuszem się lubili, nie należy wyciągać pochopnych wniosków z uczestniczenia w wąskiej grupie męskiej sfeminizowanej klasy LO za króla Ćwieczka. Jak tak teraz się nad tym zastanawiam to nie wiem które z nas w rozmowie dawno temu stwierdziło, że z Jara był kawał chama, ja, Templariusz, a może ktoś inny. W każdym razie "kolega z klasy" wyraził chęć wzięcia udziału w ceremonii zakopania doczesnych szczątków. Czyli to może byłam ja? Niezbyt ważne. Doskwiera mi czytanie artykułu z którego niby mam zrobić analizę na zaliczenie nieobecności u Dochtóra. Taka sytuacja, gdy niewiele coś mnie obchodzi a na dodatek ¼ nie rozumiem. Bardzo demotywujące. Z powodu użycia zwrotu "kolega z klasy" w kuchni na cały regulator gra teraz Zbyszek, Zbyszek, kolega z wojska ...

niedziela, 15 maja 2022

880. Willy Ruppert umarł po raz drugi.

Gogolewskiemu się zmarło.

Thomas miał rację, że pogoda się utrzyma. Ryszard zjadł śniadanie z dokładką i deserem (gdzie to się mieści w tego kota?), wytarzał się na moim klapku ogrodowym i poszedł spać. Kochany miał po południu pracę, ale i tak postanowił mi towarzyszyć w spacerze nad morze:







Wzięłam ze sobą aparat, bateria jeszcze dała radę, ale zachodzę w głowę, gdzie posiałam ładowarkę (z pewnością nie została w Polsce). Po powrocie zrobiłam mężowi obiad, on w tym czasie przeleciał się z kosiarką przed domem, bo był na to czas najwyższy. Potem się wymieniliśmy — gdy Fred zajadał, dokończyłam koszenie na tyłach. Trawa jest ciężka, kosiarka ciągle się zapychała, czego się jednak nie robi dla sąsiadów — ucieszyliśmy kosa, bo zaraz przyleciał sobie pogdakać, ale pierwsze i tak były lokalne szpaki z szarą dzieciarnią.

Po wyjeździe męża mitrężę i prokrastynuję. Do niechcianej analizy artykułu zabieram się dopiero teraz, z solówką Rory'ego Gallaghera w głowie (Walk on Hot Coals). Przed chwilą zaskoczyła mnie wiadomość o kolejnej śmierci wybitnego aktora. Przeglądając stronę Filmu Polskiego zauważyłam, że umarł Trela. Coś mnie ominęło, jak to? Kiedy? Ano dziś zwinął się i Romek.

sobota, 14 maja 2022

879. O wszystkim.

Od rana kot po mnie deptał, po czem zjadł wczesne śniadanie i wyszedł "na dłużej". Dzień okazał się pięknie rozwijać, po rozwieszeniu prania (Kochany już w domu, zapadał w sen) odziałam się bezszalikowo i wybyłam na plażę. A tam lato ... nad wybrzeżem szybowały paralotnie, ludzie i pieski zadowolone. You smile at her, and she thinks you're her best friend, powiedziała mama takiej jednej misiowatej, czarnej labradorki, która zaczęła zmierzać całą swoją przemoczoną osobą w moim kierunku, gdy się do niej uśmiechnęłam.


Szłam przez wieść, żeby sprawdzić czy rzeźnik rodzinny jest otwarty. Był, tylko, że najpierw musiałam wrócić do domu po kartę. Po drodze spotkałam Rysia (w ogródku Gerarda; kiedy mnie zobaczył postanowił pójść ze mną i coś przegryźć), Thomasa (szedł o laseczce, zatrzymał się na chwilę, pochwalił kota i przepowiedział pogodę na jutro na podstawie wiatru) oraz Anne (pomachała mi z samochodu). W domu podałam Ryszardowi lunch i jeszcze raz poszłam do wsi, tym razem także nie obyło się bez sąsiedzkiego spotkania: Katlin mnie przywołała i poinformowała dlaczego Majk ma inny samochód. Dopiero wtedy zauważyłam, że na ulicy nie ma czerwonego granatowego mustanga*, a w jego miejsce stoi srebrny mercedes . No money was involved, powtórzyła kilkakrotnie Katlin, Anna Emerytka przytakiwała, więc i mnie wypadało przytaknąć. Obiecałam, że wyłuszczę sprawę Fredowi, gdy się obudzi (nie teraz, bo wszyscy na tej ulicy wiedzą, że mąż mój wrócił rano i teraz odpoczywa). Trochę to wszystko trwało i gdy znalazłam się ponownie w centrum wsi zauważyłam, że Thomas zdążył dokuśtykać do pubu Levinsa. Tym razem wróciłam do domu ze stekiem, brokułami i lodem w wafelku (skoro już mijałam sklep na rogu). 

Zobaczymy jak to jutro podziała na moje gardło. Srebrny samochód w międzyczasie dostał atest od Ryszarda, kot leżał w jego cieniu łaskawie przyjmując hołdy od przechodniów.

Nie zrobiłam nic z rzeczy uczelnianych niestety, jedynie obiad mi wyszedł — kiedy Fred się obudził, miło było razem dobrze zjeść. Kochany znalazł jeszcze siłę, żeby przywieźć z miasta coś na obiad jutrzejszy, ja uderzyłam w kimono i obudziłam się, gdy morska mgła włażąc przez okno zaczęła schładzać sypialnię. Teraz cała wieś jest w szarej, zimnej mgle, ale Thomas mówił, że jutro jeszcze będzie ciepło, a on się zna.

Fred ma taką obserwację, że w Lidlu znikają z asortymentu nasze ulubione rzeczy, trudno kupić dobrze przyprawioną rybę, długo już nie ma kaczych nóżek, kurzyny po śródziemnomorsku jeszcze dłużej ... Aż zaczęłam szukać informacji o kłopotach, ale na razie tylko ludzie w UK kwęczą, że nie ma im kto pracować. Ogólnie coraz drożej na świecie, not good.
___
edit 22:41 *Kochana, granatowy był mustang, zwraca mi uwagę mąż po przeczytaniu notatki. A co było czerwone? pytam. Ferrari ... A to mi się popier ... Jeśli chodzi o samochody, na naszej ulicy jest dynamicznie.

piątek, 13 maja 2022

878. Jutro czternasty.

Och, jak było miło, spanko spokojne, kotek grzeczny pomimo zamknięcia (gdy jestem w domu sama, nie umiem spać przy otwartym oknie). Mały rudzielec wyszedł przy śniadaniu i wrócił za kwadrans, z ptaszkiem w pysku, już "zepsutym", chociaż mint condition. Położył go triumfalnie na środku kuchni i tak na mnie spojrzał, jakby chwilowo przejął obowiązek wyżywienie rodziny. Po oględzinach, które upewniły mnie, że na pierwszą pomoc za późno, wyrzuciłam wróbla za okno. Gdy więc jadłam śniadanie, Ryszard konsumował swoje w trawie, odwrócony do domu tyłem i mruczący pod nosem jakieś krytyczne uwagi (pewnie na mój temat).

Tak się przyjemnie złożyło, że pracę skończyłam wcześniej, nawet zdążyłam zjeść obiad w Il Forno. Kiedy dojechałam do domu Fred był już na nogach (a wrócił z Północnej o dziewiątej rano!) i niestety przygotowywał się do kolejnego wyjazdu. Ciężka noc przed nim. Mnie wystarczyła świeżo zaparzona zielona herbata i zaczęłam sesję z dr Pierzastą — kolejne pomysły na dziwaczne hipotezy podrzucone, nie wiem, co z tego wyniknie.

Wieczorem rozmawiałam z mamą, tematyka raczej luźna. Podobno facetka od niemca, Eine Kleine mit große Brille, jest ciężko chora. A mnie się zawsze wydawała niezniszczalna (to taki przypadek osoby, którą z czasem zaczęłam lubić, pomimo tego, że kiedyś wydawała mi się zbyt surowa). Ech, no. Dzisiaj już nic nie myślę, może trochę genealogii, potem idę czytać o małpach.

czwartek, 12 maja 2022

877. Niech to anielka!

Czyli wiadomo, że przeklęłam więcej niż raz. Nie dość, że się od rana napierniczałam z officem, to jeszcze gościu od sobotnich zajęć ocknął się z drzemki, gdy już sądziłam, że moje pytanie do niego nie dotarło. Nie cierpię poganiania i natłoku spraw, na dodatek napisałam kartkówkę i nie rozumiem czemu (tak szybko i) tak nisko została oceniona. Poza tym tekst jest do zrobienia, i chyba jutro będzie spotkanie z promotorką, bo nie mam informacji, że nie będzie. Więc ... w środku dnia poszłam spać, obok męża i kota. Wstaliśmy wszyscy troje przed piątą, mąż do pracy, kot na spacer, ja do laptopa. Tyle dobrego, że mam już normalny edytor tekstu (wydaje mi się, że i tym razem problem leżał po stronie programu antywirusowego, chociaż głowy nie dam sobie uciąć). Kochany jest w drodze do Północnej, koci patrol za oknem, włosy umyte i mokre, herbata z cytryną stoi przede mną. Kolejność będzie taka: herbata i niemiecki, magisterka, tekst do Dochtóra Dziwaczka. 

Na pocieszenie: pogoda paskudna. 

PS. Mój mąż jest najlepszy na świecie, umył dzisiaj łazienkę, przypomniał mi, żebym coś zjadła (pizza-gotowiec z Tesco, czyli chyba był obiad) oraz wyściskał mi pupę.

środa, 11 maja 2022

876. Przeklęłam tylko raz.

Dzień zaczęłam od ... drzemki (Kochany krzątał się od świtu), robienia zdjęć kotu siedzącemu na śmietniku za oknem i nastawieniu prania. Około południa próbowałam też wyjść nad morze, ale spacer odbył się dookoła komina, bo gdy tylko oddaliłam się od domu wyraźniej dostrzegłam nadchodzącą chmurę deszczu i ruszyłam na ratunek pościeli rozwieszonej w ogrodzie. Zajmowało mnie dzisiaj to, co powinno: przeszukiwanie EBSCO i czytanie artykułów. Ponieważ zaczęłam pisać nie na żarty, przyszło mi do głowy, żeby pożegnać się z apaczem i przeprosić z Microsoftem. Od tego momentu pierniczę się z instalowaniem pakiet Office 2021 i końca nie widać. Zdążyliśmy w międzyczasie obejrzeć z Kochanym dwa krótkie dokumenty: Kamieńskiej Dzień za dniem (1988), o przodowniczkach pracy i Marzyńskiego Przepraszamy za usterki (1966), o telewizji od kuchni. Fred już łapie sen w pachnącej pościeli, ja zgrzytam zębami.

wtorek, 10 maja 2022

875. Wtorek, dziesiątego.

Praca, potem wpadłam w ramiona Freda, który czekał na mnie pod budynkiem. Cokolwiek bym dzisiaj nie zjadła (w porze lunchu byłam w Moorlandzie na zupie), czułam się straszliwie obżarta. Ogólnie dzień rozważań i dumań akademickich z których dalej niewiele wynika; samochód skrzypi tylnym kołem; właśnie skończyłam słuchać wykładu.

poniedziałek, 9 maja 2022

874. Czekanie na iluminację.

Nasza sobotnia obserwacja dotycząca paproci potwierdza się — Irish Water wystosowała (na razie) zachętę do oszczędzania wody, bo zima była wyjątkowo sucha i niektóre regiony jeszcze przed pełnym sezonem letnim zaczynają odczuwać skutki niedoboru deszczu.

Zrobiliśmy z Dejwem super lunch, (niestety) wszystko smażone, pysznie było ;)

Samochód u mechanika, wracałam do domu autobusem. Z tego powodu miałam okazję spotkać na dworcu Alexa. Nom, coś jest z tym chłopakiem nie tak, umiejętności społeczne mu kuleją; kulały zawsze, ale teraz, wyjęta z kontekstu, wędrująca we własnej chmurze, wyraźniej to zaobserwowałam. 

W domu (w ogródku w zasadzie, bo akurat rozmawiał ze szpakami) przywitał mnie mąż, w skarpetkach w geometryczne wzory. Fred zrobił mi obiad na który cierpliwie czekałam nie kiwając ani jednym paluszkiem. Ponownie pysznie. Trzeba kupić płaską baterię do wagi łazienkowej. A na razie zielony, wiosenny sen po obiedzie, potem zamulanie magisterskie. Czekanie na objawienie męczy. Podjarałam się używaniem kalendarza w aplikacji (Teresa mnie dzisiaj zainspirowała). Kot wrócił mokry ze spaceru i dał sobie wytrzeć papierowym ręcznikiem tylne łapki. W pracy byłyśmy zgodne, że to wszystko (życie) za szybko zaiwania do przodu. Znowu zrobiło się za późno na oświecenie. Dobranoc.

niedziela, 8 maja 2022

873. Niewystawnie.

Bardzo słonecznie, ale powrócił wiatr tarmoszący morzem. Fred od wczesnego popołudnia w pracy, zaledwie na chwilę wyszłam do ogrodu, poza tym obijałam się sama od ściany do ściany i nie wiadomo kiedy zjadłam całą tabliczkę czekolady (och, jak to się mogło stać?). 

872. W kółko.

Poranna mgła zdradziła mi wszystkie sekretne pajęczynki zainstalowane w naszym ogrodzie. 

W piątek padłam jak nieżywa do łóżka, w sobotę budzik wyrwał mnie ze snu o siódmej, w zasadzie nie wiem po co, bo i tak nie kontynuowałam czytania nudnego artykułu, chociaż tak to sobie ubzdurałam dzień wcześniej. Nie było mnie na zajęciach, ale wątpię, żeby prowadzący wymyślił konsultacje zaliczeniowe z godziny na godzinę. Po kawie poszliśmy z Kochanym nad morze, bez aparatu, wszystkie zdjęcia z kalkulatora, więc na pierwszej fotce słabo widać mgłę unoszącą się nad plażą (a była). Pogoda sennie-burzowa, my raczej milczący, Fred mielił w głowie myśli (jak mi wyjawił) o różnych dziadersach. 

Odnoszę wrażenie, że ten rok jest znacznie suchszy niż zazwyczaj, na Głowie goarse nie kwitł tak spektakularnie, jak co roku, gdy jego mirabelkowy zapach aż wżerał się w mózg, paprocie też słabo wychodzą.






Gdy kończyliśmy zajadać rybę z frytkami, podeszła do nas Ukrainka z przetłumaczonym w smartfonie zdaniem, gdzie tu można zobaczyć foki. Wskazaliśmy jej drogę (Kochany spocił się próbując użyć swojego rosyjskiego ze szkoły podstawowej, a ja to już w ogóle wycofałam się na z góry upatrzone pozycje). Trzy panie z dzieckiem zobaczyłam ponownie na molu — są w kraju dopiero trzy tygodnie, mieszkają w Drołdzie, domyślam się, że próbują sobie jakoś wypełnić wolny czas. 



— Kłóliki widzę!

Bardzo lubię taką pogodę, szczególnie, gdy istnienie ludzkości nie naskakuje na mnie dźwiękowo. Czuję się wtedy, jakbym wróciła do lat matolęctwa i czasu wakacji. Frytki, które się we mnie nie zmieściły, przyniosłam do domu — fruwający sąsiedzi byli zachwyceni. Uczta zapowiada im zmianę menu na letnie (skończyły się już kulki tłuszczu, a reszta ziarna dla wróbli jest na jesień). Fred pojechał kupić chleb, a mnie odłączyło prąd, w tym tygodniu często tak mam i jest to dość męczące. Wszystko przez to, że idę spać o bezsensownych porach (to którą mamy teraz godzinę? ;)). Jeszcze w porcie Kochany zadzwonił do Ka i znowu najechaliśmy dom przyjacielowi męża; we czwórkę obejrzeliśmy w końcu Zjawę (2015) z Leonardo. Powrót był po północy, kot czekał na nas drzemiąc pod samochodem Anne.

piątek, 6 maja 2022

871. Dziękuję, nie narzekam.

Kochany zajęty był przepychaniem dalej swojego projektu filmowego, zgłaszaniem do konkursu, i takie tam inne. Ale przyjechał po mnie do pracy i nawet chwilę jeszcze połaziliśmy po mieście szukając w deszczu dnia wczorajszego. Jak się okazało, można u nas kupić stojaki na winyle, ale już pudełka na pojedynczą płytę dvd niekoniecznie. Czyli nie tyle jesteśmy retro, co zwyczajnie zapóźnione z nas staruchy 😁 Jakby na potwierdzenie tego faktu Fred kupił mi ciepłe kapciuszki na zimę. 

Wieczorem w końcu się rozpogodziło (na pohybel całodziennej chlapie), po obiedzie pyszniastym trochę czytałam na jutro, chociaż zajęcia są kilkaset km w prawo i nie wiem jeszcze, kiedy je odrabiam. Film balkonowy (2021) Piotra Łozińskiego był oglądany, przez pierwsze kilkadziesiąt minut we dwoje, potem małżonek wymiękł. Może jestem zbyt wymagająca, ale za dużo metafory życia jest w tym widoku na ulicę z balkonu przy Walecznych 17. Dłużyzny są, znaczy.

czwartek, 5 maja 2022

869-870. Majowa mielonka.

Małżonek wyrwany przeze mnie ze snu znalazł mi okulary, które wieczorem zostawiłam tak, że w środę rano były na podłodze i to wcale nie po mojej stronie łóżka. Znalazł, po czym zapadł w śpiączkę. W pracy odrobiłam wtorek (był lunch w Moorlandzie i senny powrót komunikacją miejską do domu), po czym krótko po powrocie wygenerowałam link i porozmawiałam z Jujką, z którą razem mamy napisać esej. Fred w tym czasie był już po drugiej stronie kraju, wrócił gdzieś w nocy, gdy wierciłam się w objęciach Morfeusza. Piszę dopiero dzisiaj, bo wczoraj mi się nie bardzo chciało, nie było też zresztą o czym. Tymczasem kot obudził mnie ponaglająco (mamo, umieram z głodu!) tuż przed esemesem od Jujki. Kochany śpi, pralka chodzi, rozmowa z Jujką odhaczona, dwa artykuły wysłane do akceptacji. Good.
___
edit 23:55 Dochtór zaakceptował jeden z artykułów, będzie na czym pracować, ale dzisiaj nie zaczęłam. Butki w monstery i kurtka Rolling Stonesów miały swoją inaugurację (do towarzystwa sztruksowej spódniczce i bandanie Freda), gdyż Ka został zesłany na zwolnienie lekarskie (żeby kózka nie skakała ...), więc mogliśmy wpaść na pogaduchy. No i wpadliśmy. Takie odniosłam wrażenie, że przyjaciel męża chciał po prostu odpocząć od gadania Jot, ale mu się nie udało, przy okazji my też sobie posłuchaliśmy. Pomóc nie umiemy, Jot ma chyba kiepski moment w życiu i sama się zapętla w pretensjach, zobaczymy, co się z tego wykluje. Za to Żółty szalik z Gajosem (2000) był oglądany. Pilchowy tekst marny, koncertowo zagrany przez wybitnego aktora.

wtorek, 3 maja 2022

868. Postanowienie.

Im mniej do roboty, tym bardziej nie nadążam — takie ciekawe zjawisko psychologiczne. Po wielu dniach przerwy nachodzą mnie pytania w stylu to co ja miałam zrobić i na kiedy? Bardzo frustrujące, chociaż domyślam się że część tego poczucia to zwykłe niewyspanie. Ale zasiadłam do drugiego spotkania CBT jako tako otwarta na to doświadczenie. Tyle, że to dopiero popołudniem. Wcześniej Kochany wyjechał do pracy, a ja wyszłam na spacer nad morze jednocześnie rozmawiając z tatką, który zadzwonił z chęci pokazania swojego "rodos" (mama w tle puszczała stare, francuskie piosenki). Zrobiłam prasowanie, ugotowałam rosół i przy okazji obejrzałam w końcu Przyjaźń czy kochanie (2016). Jak się spodziewałam po oziębłych recenzjach, film jest raczej żartem, kpiną z podgatunku, Beckinsale świeci wielkimi zębami i razi opaloną twarzą, a niedawno odwiedzony przez nas Russborough House widać wyraźnie na samym początku (później już lokalizacji tak nie analizowałam). Postanawiam sobie iść zaraz spać i jutro wstać jako wypoczęty człowiek.

867. 2 maja.

Ach, i wyszło inaczej. Po obejrzeniu pięciu minut Nadzwyczajnych doszliśmy do wniosku, że ze względu na tematykę fajnie byłoby obejrzeć go z Ka. Doszło do podmianki na Incepcję (2010) — oczywiście od początku domyślałam się, że w fabule będzie wątek z odróżnieniem jawy od snu. Po filmie do drugiej w nocy, nieszczęśnicy, rozmawialiśmy o snach, kłamstwach i złudzeniach.

Jeszcze przed południem niejako wywołany myślami, Ka zadzwonił z ogłoszeniem, że przecież już od jakiegoś czasu są w domu (wrócili z Gran Canarii) i skoro jest taka sytuacja, to może wpadniemy. Decydujemy więc, że wieczorem jak najbardziej, nawet wyprawa po pizzę została zapowiedziana.

Ponieważ Kochanego obudził soundtrack The Town I Loved So Well, to mu puszczam ten kawałek w wykonaniu Wiadomo Kogo. Jeszcze chwilę rozmawiamy o wielkości Luke'a. Potem słuchamy wersji Ronniego

Ech, i wiesz, że nie żyje już nikt z oryginalnych Dublinersów? rozrzewniłam się.
A wiesz, że ja się boję tego momentu, gdy siądziemy i powiemu "wiesz, że z Rolling Stonesów nikt nie żyje"? Fredowi oko wilgnie, aż go muszę przytulić.

Poza tym prownicjonalna stabilizacja. Z mamą rozmawiam o tym i tamtym; snuję się po drzewach genealogicznych i blogach o Kraszewicach. Kot Ryszard upolował (chyba) ptaszka, ale ominął dom ze swoim łupem (widziałam go przez okno w kuchni), potem udawał, że nie ma o niczym pojęcia. W głośnikach Bukartyk, poeta codzienności, z wszystkich możliwych płyt. Małżonek dziś obiad preparuje, potem jedziemy na zakupy i do przyjaciół. Po pizzy Nadzwyczajni (2019), którzy okazali się średniej jakości filmem edukacyjnym o pomocowości w autyzmie. Wynika z niego, że Francja jest daleko w tyle za Irlandią w tej kwestii. Dyskusja się nam rozwlokla, nic więc dziwnego, że dopiero teraz jesteśmy z powrotem w domu.

niedziela, 1 maja 2022

866. Majowy stan umysłu.

Początek dnia taki sam jak wczoraj, tylko bardziej. Zamiast kapania, zdecydowany deszcz. Ryszard wyrwał mnie z głębokiego snu wpół do ósmej szturchając mnie w łokieć. Pomimo aury po obiedzie poszliśmy z Kochanym na spacer, a raczej podjechaliśmy do plaży samochodem ze względu na kocie zapędy, żeby nam wszędzie towarzyszyć. Ryszard poszkodowany nie został, przed wyjazdem w mżawce zrobiliśmy z nim kółko po osiedlu. Idziemy, patrzymy, ciągnie za nami pomimo deszczu, mała, futrzasta łajza. Już przy sklepie, po drugiej stronie ulicy szła rodzina z dziećmi i jedna latorośl rozpoznała kota, a nawet zaczęła wołać Richard! Richard! Richard tylko się obejrzał, nie mam czasu, z rodzicami idę, talk to u later. W zasadzie nie wiadomo kiedy minął dzień, nagle nieodwołalnie zrobiła się dziewiąta wieczorem, a małżonek zorientował się nawet, że jest niedziela i maj. Wszystko jest mokre, to ciepła, bezwietrzna wilgoć. Słońce właśnie zachodzi. Trochę słuchałam Harry'ego Stylesa (łomatkobosko!), trochę Rolling Stonesów, Fred wygrzebał film, który może być odpowiedni na majowy stan umysłu, francuski dramat Nadzwyczajni (2019). Będzie się za chwilę okazywało jak bardzo.