Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bobisia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bobisia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 stycznia 2021

385. Dzień z Andrzejem.

Fred o bardzo wczesnej porze wybył do Kildare. Praca. Ostatnio odwołano mu kilka zleceń z powodu ponownie rozszalałego covida, ale akurat to zostało. Beneficjentem ojcowskiej wyprawy był z pewnością kot — o wypuszczenie nie musiał się prosić, mokre jedzonko też pojawiło się w miseczce przedterminowo.

Po kawie, jeszcze z wilgotnymi włosami, zabrałam się za porządkowanie Fredowych segregatorów z papierzyskami, przy okazji oglądając/słuchając Billie Holiday w The Long Night of Lady Day (1984). Dokument wstrząsający. Mama dostała dzisiaj słoneczko, chociaż nie przeczytała jeszcze lekcji z "have got", w tle skoki w Bischofshofen i rozentuzjazmowany głos taty. 

Sporo czasu poświęciłam Bursie i jego Dziełom (prawie) wszystkim (Znak, 2018). Pod tym hasłem upłynął mi wieczór z przerwą na powrót męża przed siódmą i wspólną obiadokolację. Fred położył się wcześnie spać (o dziewiątej, czyli jakby był chory), bo niespodziewanie jutro ponawia wizytę w Kildare o równie niepoważnej porze, a ja definitywnie kończąc czytanie zbioru przypomniałam sobie, że gdy wracałam do domu w zimowych butach, nasza Bobisia, która zmarła w sierpniu przedostatniego roku, zawsze z radości tarmosiła mnie za sznurówki.