Dzień włóczęgi (najpierw o poranku skończyłam czytać O czym szumią wierzby). Po śniadaniu wyjechaliśmy w kierunku Milicza, żeby na chwilę wejść do parku pałacowego Maltzanów, a potem napić się kawy na sennym rynku:
Potem ruszyliśmy w kierunku Żmigrodu, naszym celem były ruiny pałacu Hatzfeldów:
Rzutem na taśmę wczesnym popołudniem wypiliśmy w ciekawej kawiarni El Gato herbaciano-kawowe napitki:
Już mnie ogarnia smutna świadomość konieczności powrotu. Wieczorami zanika w domu internet, więc nas nie odprawiłam. Za to najedliśmy się pierogów, nasiedzieli na ławeczce pod domem, nagadali przy kolacji.




