Właśnie wcinam owsiankę z bananami, ręczniki suszą się w słońcu, po powrocie z plaży na kwiatku przed domem zauważyłam nawet jednego spóźnionego motyla.
Bo jest tak — prognozy zapowiadają nam w najbliższym czasie pogodę arktyczną, tymczasem dzisiaj wstałam do babiego lata. Fred nadjechał z pracy o dziewiątej, w tym czasie jadłam śniadanie, i gdy mąż układał się do snu, ja ręczniki hops do pralki i wyszłam na spacer. Po wczorajszej infekcji nie ma na razie śladu (poszłam spać niecodziennie wcześnie i chyba to pomogło mi zregenerować siły). Z plaży po prostu nie chciało się schodzić, niektórzy spacerowicze wybierali się na Głowę, inni korzystając z odpływu przeprawiali się do Termon, i tak jak mówił Fred, na horyzoncie zniknęło to wielkiej coś, co straszyło na nim od jakiegoś czasu. Słońce, lekki wiatr, w powietrzu rozrzutnie z 12 stopni. Gdybyż można było tę aurę zatrzymać choć na kilka dni!
___
edit 19:30 Przed chwilą Fred wyruszył po raz ostatni w tym tygodniu do Północnej. Strasznie mnie gniewa, że podwozi dziś do pracy znajomą Chinkę. Jest lockdown, nie możemy wchodzić do domów obcych ludzi, tymczasem ktoś kto nie ma samochodu pcha się do pracy codziennie w innym pojeździe, zamiast iść na (bardzo solidny) zasiłek covidowy. Za bardzo kojarzy mi się to z "niezbędnymi" koleżankami, które zaglucone bakterią przychodziły do szkoły w poczuciu misji, żebym ja też mogła jej skosztować (i bakterii, i misji). Chinka podobno mała. Mała czy niemała, ma się opakować w maskę.
Ostatnio nie oglądaliśmy wspólnie filmów, bo (poza brakiem czasu) wysiadł głośnik, który przez bluetooth podłączaliśmy do komputera. Rano mąż przywiózł nowy, Akai, malutki, ale ma swoją moc, zobaczymy jak się będzie sprawował. I dostałam też od Freda prezent niespodziewany — lniany, szary żakiet DKNY w różowate prążki, już na przyszły, ciepły sezon. Czyli jak w tytule dzisiejszego posta, chociaż tytuł nie był o tym :). Poza tym w ciągu dnia rozmawiałam z mamą, która znowu pracuje zdalnie w tym syfie, który się zrobił w Polsce. Uprzedziłam ją o dużym zamówieniu z Empiku zmierzającym już w ich kierunku.
Kot grzecznie śpi w łóżku na miejscu Freda. Ja chętnie obejrzałabym kolejny odcinek Campiona, bo druga część, którą widziałam wczoraj, dwuodcinkowa Police at the Funeral, okazała się o wiele bardziej zachęcająca od pierwszej. Tyle, że w sieci jest tylko Mystery Miles, dwupak kończący cały serial. What a disgrace! No trudno ;)
Soundtrack dnia: The Time, Możdżer-Danielsson-Fresco (2005).