Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalisz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalisz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 czerwca 2024

1642. Wczoraj / dom / planowania / bez Cichej.

(w sobotę) Wstaliśmy przed ósmą i jedliśmy śniadania o różnych porach. Kochany jeszcze kończył pić pierwszą kawę, gdy ja wychodziłam z mamą na cmentarz. Zabrałyśmy ze sobą Maksia, który bardzo dzielnie, najpierw rześko, a potem coraz wolniej, przebierał swoimi krótkimi nóżkami.

Kochany sporo czasu parał się rezerwacją noclegów w schroniskach górskich (bardzo jest to upierdliwe logistycznie, trzeba wydzwaniać, albo tylko mejlować i czekać; plany i życzenia: Dom Śląski, Odrodzenie i Hala Szrenicka). W tym czasie mama zrobiła pyszny obiad, który zjedliśmy w ogrodzie, pod parasolem:

Pogoda robiła się szara, burzowa. Popijając kawę w ogródku zaczęłam czytać Cyda Pierre'a Corneille'a (to kolejny rozgrzebany tekst; w samolocie z kolei napoczęłam O stawaniu się sobą Carla Rogersa), podczas gdy Fred dobijał targu z właścicielami schronisk, Tadkiem i ciocią eR.

Wiedzieliśmy, że w Kaliszu, w ramach La Strady, występuje Karolina Cicha ze swoją płytą tatarską. Zrobiłam notatki z nazw miejscowości, które powinniśmy mijać i przed czwartą po południu wyjechaliśmy z domku pod lasem do Wielkopolski. Byliśmy w mieście ze sporym marginesem czasowym, więc zjedliśmy podwieczorek w Łączniku Kulinarnym (dla mnie grzybowa-krem oraz sernik wiedeński z sosem malinowym, wszystko całkiem dobre) oraz zajrzeliśmy na bryłę kaliskiej katedry (tej, co to w niej Konopnicka z Konopnickim się poślubili). Potem jeszcze dość dłuuugo czekaliśmy na występ włoskiego teatru ulicznego Teatro Due Mondi z przedstawieniem Wall Cracks, oraz na Cichą i Spółkę. Szczęśliwie, miejsce było urokliwe, rozgadane gawronimi konwersacjami.

Due Mondi przedstawili temat na topie (mury, migracja), w ich wykonaniu nieco zbyt przegadany jak na teatr uliczny, natomiast z koncertem problemy były dwa. Po pierwsze, Cicha się rozchorowała i zagrała tylko Spółka w składzie Patrycja Betley/Karolina Matuszkiewicz/Olena Yeremenko/Paweł Betley: 

Spółka była oczywiście świetna (jak można się było spodziewać: muzycy, którzy wiedzą, co robią i ciekawy folk), ale w połowie koncertu zaczął na nas kapać deszczyk, który w minutę zamienił się w ciepłą ulewę. Zaczęliśmy biec w kierunku Kazimierzowskiej, gdzie stał nasz samochód, początkowo po kurtki przeciwdeszczowe. Gdy dobiegliśmy, byliśmy tak mokrzy, że kurtki byłyby zbyteczne. Zamiast powrotu pod CKiS, wybraliśmy powrót do domu. 

Ostatnią przygodą sobotnią była droga powrotna. Kochanemu powoli wyczerpywała się bateria w smartfonie, więc mój iPhone przejął prowadzenie i wróciliśmy małymi dróżkami, które doprowadziły nas do legendarnych kocich łbów (intencjonalnie ominęliśmy je jadąc w przeciwną stronę). Bardzo mnie te kocie łby ucieszyły. Sentyment. A w domu byliśmy o północy.