Tayto Park zamieniło się nie wiadomo kiedy w Emerald Park, ale poza tym wszystko mniej więcej tak samo. Podobnie jak ostatnio, nie skorzystałam z urządzeń wznoszących i opuszczających, za to weszłam do kina 5D i dałam się spryskać wodą. Najmilszą częścią było spotkanie edukacyjne na którym Emma opowiadała o tym, żeby myśleć globalnie, ale działać lokalnie. Potem poszliśmy popatrzeć na zwierzęta i głaskać kozy!
Pierwsze krople deszczu zaczęły kapać, gdy pakowaliśmy się do busa. Po powrocie do Drołdy zaczęło lać, zanim dobiegłam do Tesco byłam zupełnie przemoczona. Kochany w tym czasie wybierał się w drogę przeciwną do mojej i się rozminęliśmy. Przemoczenie w niczym mi nie zaszkodziło, burza przeszła zanim doturlałam się do naszej wsi. Fred ułatwił mi podjęcie decyzji kulinarnych, bo w lodówce czekała na mnie surówka z rzodkiewki. Z innych miłych rzeczy: MM 21.3. Humper dostał moją kartkę na 80 urodziny i oczywiście zaśpiewał piosenkę (wiem, bo oglądałam filmik). Jutro nie muszę się wcześnie zrywać z łóżka.



