Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tayto Park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tayto Park. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 czerwca 2023

1281. Lubię głaskać kozy.

Tayto Park zamieniło się nie wiadomo kiedy w Emerald Park, ale poza tym wszystko mniej więcej tak samo. Podobnie jak ostatnio, nie skorzystałam z urządzeń wznoszących i opuszczających, za to weszłam do kina 5D i dałam się spryskać wodą. Najmilszą częścią było spotkanie edukacyjne na którym Emma opowiadała o tym, żeby myśleć globalnie, ale działać lokalnie. Potem poszliśmy popatrzeć na zwierzęta i głaskać kozy!


Pierwsze krople deszczu zaczęły kapać, gdy pakowaliśmy się do busa. Po powrocie do Drołdy zaczęło lać, zanim dobiegłam do Tesco byłam zupełnie przemoczona. Kochany w tym czasie wybierał się w drogę przeciwną do mojej i się rozminęliśmy. Przemoczenie w niczym mi nie zaszkodziło, burza przeszła zanim doturlałam się do naszej wsi. Fred ułatwił mi podjęcie decyzji kulinarnych, bo w lodówce czekała na mnie surówka z rzodkiewki. Z innych miłych rzeczy: MM 21.3. Humper dostał moją kartkę na 80 urodziny i oczywiście zaśpiewał piosenkę (wiem, bo oglądałam filmik). Jutro nie muszę się wcześnie zrywać z łóżka.

środa, 30 czerwca 2021

561. Wesołe miasteczko.

Z pracy pojechaliśmy do Tayto Park. Nie przepadam za rodzajem tłumu, jaki przyciągają tego typu rozrywki, szczególnie, gdy rozpoznaję w nim rodaków. Za to kozy lubię, więc głaskałam kozy.

Lemury też były niezłe, oraz pogoda, bo w ciągu dnia wyszło mocne słonko.

Minęły jeszcze trzy godziny od zakończenia mojej pracy, zanim zjechaliśmy z Kochanym do domu. Najpierw posiedzieliśmy na ławeczce przed Caffè Nero na West St. 

Fred chciał pokręcić się po sklepach, żeby kupić prezent dla Ka z okazji urodzin. W TK Maxxie skusiłam się na dwie rzeczy z Majestic Filatures, zielonkawą narzutkę i brązowatą bluzkę z odkrytymi plecami, głównie dlatego, że były z ładnego lnu. Mąż w sklepie sportowym kupił przyjacielowi zestaw górski, dwa T-shirty i skarpety, ale i mnie się coś dostało — niebieski plecak Karrimor, mniejszy od mojego Berghausa, poręczny na krótsze spacery.

Reszta dnia minęła spokojnie, chwilę rozmawiałam z mamą (z oczkiem Niuni jest nieźle, następna wizyta kontrolna u weta w grudniu), Fred zrobił na obiad kalafiora, podlałam ogródek nie czekając aż pogoda się sknoci i przyroda zadba o to sama — nurtuje mnie próbna łączka, ciekawa jestem kwiatów, które na niej rozkwitną, na razie nie rozpoznaję żadnego.