Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wanna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 czerwca 2024

1651. Lokalnie.

Wstajemy później niż zwykle, pijemy swoje napitki i opowiadamy sobie, co tam (Fred postanowił wyjechać z Miasteczka jeszcze wczoraj, bo atmosfera u cioci eR zaczęła się robić napięta). 

Po śniadaniu pojechaliśmy do Tcy, trochę się pokręcić tu i tam. Byliśmy w Kocie (tym razem obsłużyła nas właścicielka, super kobieta), w Rossmanie (przy kasie zdybała mnie żona Dżi; byłam uprzejma, odpowiedziałam dzień dobry; widziałam ją już wcześniej i postanowiłam zignorować, ale jak widać nie dało się), w suszarni (Kochanemu też smakowało, bardzo się cieszę).

Doszliśmy do parku zdrojowego (po drodze zaczepił mnie mój były uczeń, Hubercik; jak się te dzieci starzeją ;)), zrobiliśmy tam kółeczko dla zdrowotności, potem Kochany zapragnął lodów, więc przed powrotem na wieś zatrzymaliśmy się w starej cukierni. 

Po obiedzie macerowaliśmy się w domowej duchocie. Byliśmy też na cmentarzu, na krótko, żeby zapalić trzy wkłady reklamowane jako świecące się przez tydzień.

Trudno mi się wziąć za czytanie czegokolwiek z domowej biblioteczki, wysoka temperatura wysysa ze mnie wszelką chęć. Tymczasem Fred toczy z Rozalką walkę o otwarte okno, stawka jest wysoka (spokojny sen w chłodniejszym otoczeniu).

czwartek, 16 grudnia 2021

Postscriptum #730.

Dni wydają się trwać kilka godzin, ledwie wstałam, przeszłam się z Kochanym nad morze, przekartkowałam książkę, a już zaszło słońce. 

Ni z gruszki, ni z pietruszki dostałam esemesa od żony Dżi, że jest po operacji i sama podjedzie do domu jak głupi jaś zejdzie. Mniemam, że gdy pisała to do mnie, jeszcze nie zeszedł. 

Wieczorem oglądamy koncert Kapeli ze wsi Warszawa (dvd z Wiosny Ludu, 2015). Z Doktorem Faustusem żegnam się dzisiaj na stronie dwieście szesnastej.