Pracę skończyłam o godzinę wcześniej — Saren wróciła po kilkutygodniowej przerwie do prowadzenia zajęć w taki sposób, że pojawiła się spóźniona o 20 minut i po pięciu minutach zniknęła w college'u machając na pożegnanie.
Po wczorajszej eskapadzie na północ zostały nam sadzonki truskawek, od Aś dla znajomych. Dzisiaj przy okazji wyjazdu na zakupy przetransportowaliśmy je dalej, do osiedla w Drołdzie. Gdy byliśmy w Tesco Fred odebrał telefon od naszego gp. Natychmiast pofrunęliśmy do naszej wsi, bo tam na męża czekała ostatnia dawka szczepionki. Zadzwoniłam do rodziców, że zapytać jak się czuje tatko (przypomniało mi się, że miał na dzisiaj termin), okazało się, że oboje rodzice są już po Wakcynacji W Samo Południe. Tak więc trzy osoby w mojej rodzinie zostały dziabnięte (na zdrowie) Pfizerem tego samego dnia. Verrrry good. Ja muszę czekać.
Mamy mnóstwo marchewki, buraków i jabłek na soki dla misiów puszystych. Kupiliśmy też baterie do wagi, żeby monitorować postępy w kształtowaniu rzeczywistości. Ale dzisiaj czipsiki do filmu. Dokończyliśmy biografię Casha (2005), którą zaczęliśmy oglądać we wtorek. Jest w porządku, amerykański pokrzepiacz, ale dobry Phoenix.