Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydra. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2022

1110. Perturbacje pierwszego świata.

Za oknem długo było szaro, padał deszcz, rozpogodziło się znacznie później i dla odmiany pojawił się nieprzyjemny, silny wiatr. Fred wrócił z pracy o trzeciej i położył się spać, więc poranek miałam cichy, przy własnej kawie i pojedynczym śniadaniu. Dopiero teraz zauważyłam, że dostaliśmy prezent od Juliji, zestaw śniadaniowy (kubek i miseczka z pingwinem, bardzo na czasie). Południe minęło mi nie wiem kiedy ... tak się wkurwiłam. Po pierwsze zauważyłam, że MyHeritage bez wcześniejszego porozumienia pobrało mi z karty grubsza sumę pieniędzy, poza tym przez godzinę kombinowałam jak zlikwidować konto Orange bez wychodzenia z domu. To drugie okazało się proste, choć oczywiście na stronie operatora nic o tym nie piszą. Sytuacja z MyHeritage podminowała mnie bardziej, bo genealogia to mój konik i wcale nie miałam zamiaru się z nimi rozstawać. No trudno, frack yourself! Po tych przygodach finansowych i rozmowie z kretynką z Orange'u, trudno mi było wyjść z absmaczku. Na dodatek mięso, które miało być na obiad, okazało się mieć rozszczelnione opakowanie, czyli wyszło ze świeżości. Opatuliłam się w sąsiedzkie prezenty (przypominam: czapka i szalik) i poszłam do Katlin oddać jej miskę i talerz w których było jedzenie dla naszej cat sitterki. Otworzył mi Ethan i zostałam przez niego zabita strzałem z broni, zanim zdążyłam mu powiedzieć, żeby nie robił tego przed obiadem, bo kartofle się mi w domu gotują. Pod wieczór trochę lepiej, w końcu się najadłam (jak mnie szał ogarnia, zapominam o odżywianiu umysłu; Kochany sam zrobił zakupy) i żal po MyHeritage powoli zaczął mi przechodzić. Miałam robić dzisiaj co innego, ale fuj z tym. Przysłano mi właśnie potwierdzenie, że pieniądze pobrane z mojego konta zostaną zwrócone. Gra pierwsza płyta Maanamu i Szał niebieskich ciał. Wydra będzie miała na imię Faustyna.

Ej no, co tam robicie?
___
edit 22:30 Fred znowu w pracy na bardzo długo. Obejrzałam ostatni odcinek Midsomer z szesnastego sezonu i się martwię o kota. Ryszard większość dnia spędził w domu i nic nie jadł (co jadł w krótkim czasie poza domem, tego nie wie nikt). Bardzo to niepodobne do naszego obżartucha. Czyli jednak ten piątek jest jakiś takiś garbaty. 

czwartek, 29 grudnia 2022

1109. Podróż z wydrą.

Pobudka o szóstej, zielona herbata, jajecznica zrobiona przez mamę. Poszłam na podwórko poklepać po głowie Gosię. Malinka coraz bardziej głucha, reszta dobytku jak zawsze (tylko Maciej kicha od dwóch dni). Potem trzeba było zastartować rodzinnie (spokojnie, na lotnisku nie obyło się bez tradycyjnych już używek i krłasantów posypanych cukrem pudrem, gdyż posiedźmy przed podróżą).

W strefie bezcłowej przyszło mi nagle do głowy, żeby kupić pluszaka. Z różnych zwierząt wybrałam ... wydrę. Niech nikt nie pyta po co, bo nie wiem i pewnie zostawiłabym wydrę w spokoju po rozważeniu za/przeciw, gdyby nie kolejka. Kolejka do kasy długa, przede mną ok. 10 osób, wszystkie kupowały przynajmniej jedną flaszkę alkoholu, a przy kasie dobierały paczki papierosów. Za mną zaraz ustawiło się kilkoro rodaków z podobnym nabytkiem, paru innych manipulowało towarem na półkach pobrzękując szkłem. I tylko ja tą z wydrą. Metafora mojego życia, myślę sobie, wydra jedzie ze mną.

Ach, jeden mały pasażer (zauważyłam go podczas kontroli celnej) podróżował z lwem. Miał z 3 lata, czyli jeszcze rokuje. I żebyś tak nie skończył, zamówiłam, żebyś nie stał w kolejce po wódkę i dozwoloną ilość fajek, jak ci biedacy dla których nie ma już ratunku. Niech mu się spełni, małemu.

Lektura na podróż: Platon Leśniaka (Wiedza Powszechna, 1993), pewnie moja ostatnia książka w tym roku. A wędrówka raczej flegmatyczny, między pasażerami wolne miejsca, podczas wylotu na horyzoncie wyraźnie widać było Ślężę, w trakcie lądowania nawet lepiej widoczny był półwysep Howth. Zaskoczył mnie jedynie mocny, dubliński wiatr, pewnie na zmianę.

Chwilę czekałam na Kochanego, który szukał miejsca do zaparkowania, potem w drodze do domu zatrzymaliśmy się w Il Forno, żeby zjeść obiad. W kuchni dźwięki Fort BS Lekcja historii (2008), jednej z płyt, które przywiozłam z Polski. Fred nie dosłuchał jej do końca, wypastował tylko glany i już musiał pomknąć do pracy w promieniach zachodzącego słońca. Kilka dni temu, w czasie mojej nieobecności, małżonek zamontował w kuchni duży zegar, który teraz szemrze mi sekundami odliczanymi skrupulatnie. Jestem kontenta bardzo. Owinęłam się w za dużą mężowską bluzę i obejrzałam Karolinę urządzającą swoje mieszkanie. Pomimo niezłej pogody Ryszard po przywitaniu i krótkim spacerze wrócił do domu i cały czas drzemie w sypialni wtulony w poduszkę (rozczula mnie ruda menda), mnie też głowa się kiwa, ale przesiedzę kryzys. Jak dobrze jest mieć dwa miejsca i swobodnie się między nimi przemieszczać. Zacne takie życie.