Spróbowałam płukania zatok preparatem od Aś, dziwne uczucie, nie tak złe jak sobie imaginowałam. Skutków na plus lub minus na razie nie odczuwam, będę kontynuowała działanie przez kilka dni, aż się coś okaże.
Początek tygodnia był bardzo zimny, w ciągu dnia spadł nawet deszcz z rozciapanym gradem. W taki ziąb jedziemy do sklepu, żeby kupić różności w rodzaju nalepek na segregatory, kawy w ziarnach i szczoteczki do zębów. Po powrocie z zakupów Kochanego pochłonął Kosiński, Malowany ptak skończony, słyszę jak zagnieżdża się w głowie Freda na dłużej, sama nie wiem, czy kiedy przeczytam.
W Polsce Niunia była u prawdziwej kociej okulistki, która pooglądała jej oczodoły bajeranckimi urządzeniami i przepisała maść. Wetka nie mówiła złych rzeczy w temacie, ale narracja zmierza ku zabiegowi. Mama tymczasem zmęczona jest uczeniem się i już wzięła u mnie pierwszą kropkę (zawsze wiedziałam po kim mam leserstwo). Do domu w Polsce przyszła dzisiaj paczka ze Świata Książki, siedem tytułów, co jeden to lepszy, są wiersze Ginczanki, i Masłowska, i biografia brata Piłsudskiego, dwa Twardochy, jedna Tokarczuk oraz dzieło pod przewrotnym tytułem Mój rok relaksu i odpoczynku. Byłoby cudownie móc je tu przywieźć w okolicach wczesnej wiosny, czy takie rzeczy są jednak możliwe?
A Kaś nam się zapowiada. Dzisiaj obchodzi półwiecze, przy okazji składania życzeń porozmawiałyśmy o przyszłości. Kaś liczy na zaszczepienie za tydzień i poprawkę za kilka tygodni, to dałoby jej glejt na latanie i mogłabym spodziewać się jej w lutym lub marcu. To zawsze coś miłego, i Ryszard się ucieszy, a z Fredem nie będą mogli się nagadać.