Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Greencastle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Greencastle. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2020

235. Niespodziewana wyprawa.

Kto by pomyślał, że zielonkawa spódnica Beacon Cove w listki przyda się w tym sezonie.

Plan był taki, żeby zatytułować ten wpis "dzień prania". I faktycznie, wstałam wcześnie, i na rozruch bolącego krzyża (boli przy siedzeniu) do południa wywiesiłam dwa prania pralkowe i dwa ręczne. Fred wstał około jedenastej i po śniadaniu, przy jego drugiej kawce, wyszliśmy przed dom popatrzeć sobie na ogródek. Cudownie jest, niebo prawie bezchmurne, lato, ciepło, pszczółki pracują, kot zajęty. Pogadaliśmy z Katlin, która akurat podjechała swoim czerwonym żuczkiem, i przy okazji rozmowy, mąż objawił mi pomysł zbożny — pojechać do Newry, żeby obejrzeć meble ogrodowe. 

Tak się też stało, ja w rzeczonej spódnicy, małżonek w szortach. W przepięknych okolicznościach przyrody przekroczyliśmy granicę z Północną i udaliśmy się do Newry, najpierw do B&Q (bagażnik wzbogacił się o cztery krzesełka ogrodowe, stolik i dwie poduszki), potem do TK Maxxa (spodnie Massimo Dutti były tak bardzo kraciaste i tak bardzo za £6,99, że nie mogłam ich sobie darować, tymczasem Fred nalegał na kolejne pary skarpetek dla mnie — uległam i pozwoliłam mu je dla mnie kupić;)). Ale przecież nie mogliśmy wrócić do domu w porze lunchu, to byłoby zbyt standardowe. 

Z Newry północnoirlandzkim wybrzeżem przez Warrenpoint (stanie w korku pozwala na podziwianie architektury na lewo i błękitnej zatoki na prawo) udajemy się do Greencastle — chcemy zobaczyć tam zamek i być może użyć promu. Zamek faktycznie widzimy, ale tylko z wierzchu (z powodu korony zamknięte):

Robię zdjęcia szpakom, a obok zamku Fredowi pokazuje się góra na której niedawno byliśmy, Slieve Binnian:

Postanawiamy przeprawić się do republiki promem, ale najpierw trochę spacerujemy po wybrzeżu ...

... i Fred znajduje mi muszle dziwacznych małży:

Na prom do Greenore wjeżdżamy jako pierwsi:

Jest już po siódmej wieczorem, ale to nas nie zniechęca, choć pranie w ogrodzie czeka na zdjęcie. Z Greenore skręcamy do Carlingford. Wchodzimy do miasta akurat, gdy na Slieve Foy odbywa się coś, co wygląda na akcję ratunkową lub ćwiczenia — przez miasto przejeżdża na sygnale straż wybrzeża, a Fred ściąga aparatem taki widok:

Powoli zmierzcha. W porcie odpływ jest tak daleki, że widać dno ...

... widokom na Północną w zachodzącym słońcu, w której byliśmy godzinę wcześniej, nic to nie szkodzi:

Wracamy do domu po dziewiątej, pranie w końcu zostaje zdjęte, kot dostaje zaległy lunch. Fred robi nam obiad i zjadamy go mocno po dziesiątej wieczorem. Nie mogę się najeść. Sobota po śniadaniu była jechana na dwóch pączkach z marmoladą i kilku łykach coli. Jesteśmy ogorzali od słonka, a ostatnie zdjęcie w aparacie z tego dnia wygląda tak: