Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UWr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UWr. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 kwietnia 2021

493. Wczesny weekend.

Od instytutu do dziekanatu, od dziekanatu do archiwum. Ale odbierają moje telefony, każda osoba jest miła i udziela mi sensownej informacji, która pozwala działać dalej. Uniwersytet Wrocławski rules! Mail do archiwum napisany, czekam na wiadomości co ja tam mam w papierach, bo już mi się zapomniało. W drugiej uczelni zawsze jestem drugą dzwoniącą w kolejce, madżik, ku⋰wa. Mail z zapytaniami wysłany i nawet dostałam odpowiedź, ale nadal jestem (tym bardziej) zdegustowana.

A wszystko to dlatego, że Sziwan nie miała dzisiaj czasu na zajęcia i spiknęłam się z Luizą, która mi powiedziała, że mogę się zająć czym tam chcę, tak jak ona, no to się zajęłam.

Rikardo wczoraj po śniadaniu zniknął i wrócił, gdy było już ciemno, żeby wylizać michę wołowinki. Dzisiaj zaś po spacerze spanko w pieleszach i udawanie grzecznego kotka, po południu spacer-dom-spacer. Sama uległam nieco temu trendowi i zaczęłam weekend wcześnie — jak już zrobiłam, co mi się umyśliło do zrobienia, zadzwoniłam do domu (tata upodabnia mi się do Freda, nosi kaszkiet i jaskrawy szalik), żeby zapytać babcię jak rośnie mój fikus. Podobno zamienił się w drzewo. Po rozmowie wybyłam nad morze, zjadłam obiad i wskoczyłam pod prysznic. Resztę popołudnia spędziłam w szlafroku, grzejąc się w słoneczku i snując katastroficzne myśli. Fred wrócił po dziewiątej, zjedliśmy po kawale lazanii. Już dobrze. Małżonek nieprzytomny po kilkugodzinnej podróży, ale w drodze zatrzymał się, żeby popatrzeć jak statek wpływał do portu na Boyne. Pink Moon powoli zbliża się do pełni.