Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etsy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etsy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lutego 2021

413. All's well that ends well.

Ale leje, ale leeeeje, ale leje. Błogosławieni, którzy pozostali w domach, albowiem oni nie ulegną przemoczeniu. Ale leje, ale leeeeje, ale leje, o poranku zaintonował głosem diakona Fred. 

Spotkanie miałam umówione na 10:30, prawie wychodziłam przez próg domu, gdy dostałam telefon od Katriny, że w biurze nikogo nie ma i sprawa zostanie załatwiona online w późniejszym terminie (rzeczywiście papierologia pojawiła się na mojej poczcie po południu). Ech, i po co zrywaliśmy się tak wcześnie? Pożaliłam się mamie. Fred już się nie rozbierał z eleganckiego outfitu, bo i tak czekał go wyjazd do szpitali w Beaumont i Raheny na coroczny przegląd funkcji życiowych. Po wyjeździe Kochanego przyszła poczta, a z nią dwie lniane maseczki od Laurel Lodge, na które czekałam od miesiąca. W czasie robienia obiadu relaksowałam się Kradzieżą w Hotelu Grand Metropolitan (1993), odcinkiem kończącym piąty sezon. Cały dzień rozgrzebany miałam bólem głowy promieniującym od karku do oczu (albo w drugą stronę), a po południu wypełnianiem i skanowaniem papierów (zawsze odnoszę wrażenie, że trwa to wieki, pewnie mózg zalicza mi do tego czas, gdy się zbieram w sobie) — przy tym drugim mamrotałam i rzucałam wędliną. Potem z Fredem oglądamy Figuranta (1976) z Allenem, z przerwami, bo dwa razy wywala nas z sieci. Słuchamy składanki the bestów grupy Chicago (2002), a ja wcinam jeszcze dwie kanapeczki z polskim pasztetem pomidorowym, bo nagle potrzebuję czegoś nie na słodko. Teraz czuję się lepiej. Pewnie za dużo gapię się w ekran laptopa i odpoczynek od niego dobrze mi robi.

niedziela, 11 października 2020

298-299. Dla odmiany, krótko.

Sobota.
Wczoraj zaprzestałam być studentką WSB. Byłam nią jakiś tydzień ;) Zakupiłam online trzy dodatkowe maseczki, w tym jedną dla Freda, u tej samej dostawczyni, co poprzednio, linenforwomen. Byliśmy na zakupach w Drołdzie do zmroku (mamy nową narzutkę na tapczan obleziony futrem Rysia), a potem słuchałam kanonu Pachelbela ;)

Niedziela.
Pobudka (śniło mi się, że napisałam książkę). Śniadanie jak u Czubaszek (parówki). Mycie zębów. Spacer od punkt 11 (dziś 45 minut). Kawa teraz. Moning.
___
edit 00:47 Obiad zrobiony przez Freda (pyszne spaghetti z łagodnym sosem), drzemka poobiednia, dyskusja po filmie Dwóch papieży (2019) Meirellesa u Ka&Jot — to kilka kolejnych przyjemności tego dnia. Film z Hopkinsem i równie dobrym Prycem ogląda się niezgorzej, natomiast nie mam wątpliwości , że fabuła ma niewiele wspólnego z faktami. Cukierek. Ładna scenografia.