Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paluszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paluszek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lipca 2024

1680. Nie w paluszek!

Kic, kic, kic, żeby nie stąpać na sinym paluszku. Z każdą godziną lepiej, mniej wkurwiająco. Mimo wszystko, kilka miłych rzeczy. U innych ludzi: Marksistka kupiła mieszkanko w Polsce i bardzo jest z siebie dumna, pierwsze widoki zostały nam przesłane; wyjazd Anne przeniósł się na wtorek, więc nie ma potrzeby robić zamaszystych ruchów z opieką nad Junoną z tyłu głowy, wrócimy to będziemy; Kochany przyjechał po mnie do centrum miasta (po zakończeniu swojej pracy na obrzeżach) i od razu wyjechaliśmy do El Paso, z postanowieniem, że jedziemy na obiad do restawranta. Tylko jeszcze chwilka (czyli jakaś godzina) dla Freda, żeby mógł się odświeżyć i podjechaliśmy zaparkować na Magnet Rd, a stamtąd do włoskiej perełki, Nonna Nenne. Ostatnio byliśmy tutaj cztery lata temu we wrześniu, w drodze powrotnej z Fair Head. Rozmawialiśmy chwilę z (jak się domyślam) właścicielami.

W ten sposób (poranna kawiarnia, popołudniowe centrum handlowe, wieczorne polegiwanie na sofie przy oknie) skończyłam czytać The Lighthouse P.D. James (Faber & Faber, 2020). Miałam robić coś ważnego, związanego z tutoringiem, ale na szczęście palec u nogi wyprostował mi priorytety.

poniedziałek, 22 lipca 2024

1679. Dzień szesnasty.

Poniedziałek podzielony na pracę papierkową i lekturę; na dworze szara, mokra duchota, więc od czasu do czasu otwierałam drzwi tarasowe, żeby do kuchni wpadła przyjemna wilgoć. Kochany dzisiaj i jutro pracuje do piątej. Po powrocie Freda upichciłam na szybkiego wege obiad (micha młodych ziemniaków, brokułów i falafel z sosem jogurtowym), po czym wróciłam do czytanki. Pogodynka zapowiadała kontynuację deszczu, więc wykorzystaliśmy moment, gdy prawie nie padało, żeby wyjść z Piesełem na spacer (już po dziewiątej byliśmy z powrotem, umiarkowanie mokrzy). Reszta wieczoru przy lekturze (zatrzymałam się na stronie 330, jutro spodziewam się skończyć), szybki zmrok, za ścianą woda gulgocząca w rynnach. Niestety, na koniec dnia uderzyłam się w mały palec u stopy (żeby mi nie było w życiu za dobrze); spuchł, boli, mam nadzieję, że do jutra przejdzie.