Kic, kic, kic, żeby nie stąpać na sinym paluszku. Z każdą godziną lepiej, mniej wkurwiająco. Mimo wszystko, kilka miłych rzeczy. U innych ludzi: Marksistka kupiła mieszkanko w Polsce i bardzo jest z siebie dumna, pierwsze widoki zostały nam przesłane; wyjazd Anne przeniósł się na wtorek, więc nie ma potrzeby robić zamaszystych ruchów z opieką nad Junoną z tyłu głowy, wrócimy to będziemy; Kochany przyjechał po mnie do centrum miasta (po zakończeniu swojej pracy na obrzeżach) i od razu wyjechaliśmy do El Paso, z postanowieniem, że jedziemy na obiad do restawranta. Tylko jeszcze chwilka (czyli jakaś godzina) dla Freda, żeby mógł się odświeżyć i podjechaliśmy zaparkować na Magnet Rd, a stamtąd do włoskiej perełki, Nonna Nenne. Ostatnio byliśmy tutaj cztery lata temu we wrześniu, w drodze powrotnej z Fair Head. Rozmawialiśmy chwilę z (jak się domyślam) właścicielami.
W ten sposób (poranna kawiarnia, popołudniowe centrum handlowe, wieczorne polegiwanie na sofie przy oknie) skończyłam czytać The Lighthouse P.D. James (Faber & Faber, 2020). Miałam robić coś ważnego, związanego z tutoringiem, ale na szczęście palec u nogi wyprostował mi priorytety.