Odrobinę powtórki z wczoraj, parę miłych dodatków. Gdy wstawałam, za grubymi zasłonami tlił się słoneczny świt; tym razem nas nie zawiódł, jasność zalała wybrzeże i została z nami do wieczora. Przed wyjazdem Fred zdybał Anne, mieliśmy chwilę na uścisk i ponowne podziękowanie za darmowe wejściówki na Wagnera. Kochany nadal miał czas na podwózki, czyli po pracy poszliśmy do Czarnej (mąż czekał pod Centrum w swoim różowym płaszczu), siedzieliśmy popijając i przeglądając prowincjonalną ofertę kulturalną.
Przy wyjściu z kawiarni natknęliśmy się na przechodzącego Fr Damo (zawsze mnie uśmiecha ta mijanka).
W pracy cicho i wydajnie, poza tym koleżanki serwując naleśniki przypomniały mi, że przecież dzisiaj wtorek przed postem (zjadłam dwa pancakesy z truskawkami i bitą śmietaną).
Wracając zaś do tematu spaceru z Kochanym, po minięciu Fr Damo poszliśmy okrężną drogą do Babci (zostało jeszcze ponad pół godziny opłaty za postój), żeby się przekonać, jakie to trzy nowe kawiarnie pojawiły się na mapie miasta: w Laurensie (tam, gdzie kiedyś był M&S), następne vis-à-vis, w tym jedna z mołdawskimi akcentami i oferująca kawę po turecku (z tygielka); weszliśmy na chwilę, Fred w tym swoim różowym płaszczu z misiowym kołnierzem wyglądał im na Włocha. No nic nie poradzę :D
Po zakończeniu pracy i miejskim spacerze spłynęło na mnie poczucie szczęścia, Kochanego zaś dopadła wiosenna gorączka: małżonek wydobył z bagażnika właśnie zakupiony klęczniko-zydelek i wykorzystując to cudowne urządzenie wziął się za podcinanie lawendy, i to przed herbatą! Po krótkim blogowaniu zaczęłam robić obiad, dla Kochanego łosoś i pomidorki, dla mnie do kartoffeln mężowski bigos ;) W tle płyta Cave'a z Ellisem, zapętlam się na ostatniej piosence. Zresztą, tego dnia jakże pięknego, różne rzeczy mnie wzruszają, np. odkrycie, że wróble/mazurki używają części Rysiowej górki jako piaskowego basenu, albo pierwsze spotkanie z nieśmiałą kapturką (sylvia atricapilla). Większość irlandzkiej populacji zimuje w Iberii i Afryce, ciekawe czy to jedna z tych, które zostały na wschodnim (cieplejszym) wybrzeżu, czy maleństwo właśnie wróciło z zagranicy :)
Wieczorem rozmawiałam z Danką, potem z mamą. W poszukiwaniu filmów dla dwojga stanęło na Innej kobiecie (1988) Allena. Dobry, ale zakończenie dla Amerykanów.
