Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gráinne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gráinne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 marca 2022

830. Dzień.

Bardzo wczesna pobudka po długim śnie, widoki piękne za oknem, osiedle przyprószone poranną mgiełką, herbata, śniadanie, kawa, trochę plątania się po ogródku z magicznie odnalezionym sekatorem, pierwsze pranie nową pralką. Fred myje okna, jest więc i pogadanka z Katlin o oknach, roślinkach przepięknych (lovely they are) oraz krowiej maści na bóle wszelakie (cow cream). A potem spacer z Miłym na Głowę. Po drodze zrobiłam fotkę kawkom grzejącym się w słońcu na 300-letnim domu Gronji (mądra taka jestem, bo skoro się Gronji przedstawiłam, to ona przedstawiła się mnie. Strasznie fajnie, dawno to chciałam zrobić, teraz będę jej mogła wołać Hello, Gronja!! jak ją zobaczę w jej ogródku przed chatą):

Strzechę trzeba odnawiać raz na jakieś 25 lat, obecna ma lat kilka, kawki pożyczają sobie z niej części do gniazd, więc nie są mile widziane i Gronja im to powiedziała po tym, jak zrobiłam zdjęcie. Po króciutkiej wymianie uwag z właścicielką chatki poszliśmy na wsiową plażę i spędziliśmy parę chwil nad kawą oraz naleśnikami z nutellą:

Wchodząc na szlak na Głowę zauważyłam taką tabliczkę:


Przypadek chciał, że za chwilę nadszedł starszy pan, który usiadł niedaleczko. Dobrze, że go zapytałam o tabliczkę, okazało się, że to on ją przykleił — właśnie w tym miejscu rozsypał prochy swojej zmarłej żony, bo kochali to wybrzeże i każdego roku spędzali na nim 3 miesiące w domku na kółkach. Nie dziwię się im :) Drugi raz się dzisiaj komuś chwalimy, że teraz jesteśmy stąd.



Mgła wisi wszędzie, nie widać gór. Pokazaliśmy tatce port, prawie pusty, tylko najmniejsze kutry były przycumowane, no i kilka irenek przyglądało się turystom.


Cicho, fal brak. W drodze powrotnej wypatrywaliśmy kłólików i kłówek. Kłówki:

Wracaliśmy przez wieś, bo chciałam, żeby Fred zobaczył mural, który zauważyłam w czwartek przy głównej ulicy. W październiku 2 lata temu dorzuciliśmy cegiełkę do jego powstania, już się zastanawiałam, czy o nim zapomniano. Mural przedstawia dziewczynę z naszej wsi, która w męskim przebraniu walczyła w amerykańskiej wojnie domowej:


Tak ciepło, tak chce się pić. Po powrocie Fred nastawia płytę Kultu i robi studencki obiad (czyli z tego, co ostało się nam w lodówce i w szafce na jadalne skarby), wychodzi mu Master Chef z Lidla. Same dobre rzeczy są w eterze, Muj wydafca (1994) oraz Waglewskich Matka, Syn, Bóg (2013). Rezygnujemy z wyjazdu spożywczego, następny obiad i tak przecież będzie dopiero jutro. Startuję ponownie do sekatora, ale za dużo nie udaje mi się zrobić, zaczyna mnie męczyć katar (alergiczny?) i dziarska ochota mi szybko przechodzi. Fred zainspirowany płytą Waglewskich przypomina sobie niejaką Gaygę, słuchamy kilku jej kawałków z lat 80-tych, w stylu Rano wstaję, nogi myję. Od tego zapragnęłam obejrzeć śmierdzące peerelem starocie i padło na Przepraszam, czy tu biją Piwowskiego. Rok siedemdziesiąty szósty ... miałam roczek, a Fred już się napierniczał ze swoją bandą w przedszkolu, więc hi hi ha ha, obejrzeliśmy do czterdziestej minuty, gdy chwilę temu zadzwoniła Usz. I dzisiaj już filmu nie dokończymy.