Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jujka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jujka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lipca 2022

928. Raz dwa trzy.

Przygody z wejściami 112/110 spowodowały, że w polskim domu pojawiłam się po pierwszej w nocy. Wisienką na torcie piątku została nabzdyczona dziunia paradująca przy bramkach kontroli dokumentów we Wro, klasyka, szkoda, że w młodym pokoleniu (starsi mają wytłumaczenie, wojna, peerel, dwa kanały w telewizji, ale 25-letnia, a już bździągwa? Skund ona? No wiem, od tatusia i mamusi). Ech, zupa kapustkowa i sen. Zerwałam się ze snu po 4 godzinach.

Na egzamin wyjechałam przed 8 rano, w drodze tata zabawiał mnie opowieściami o tym, że dziadek, ps. Śliwka, żałował utracenia 6-strzałowej belgijki. 

Tym razem bardziej panowałam nad sytuacją i spotkałam, było nie było, znajomych: uścisnęłam zmaterializowaną Jujkę, porozmawiałam też z dwiema dziewczynami (z magisterki i z zajęć w zeszłym semestrze). Jujka mi wyjawiła, że mnie stalkuje na fejsie i uważa, że mój mąż ma świetny imydż (ba!). Najbardziej jednak rozbawiło mnie spotkanie z pewną .... blogerką. To miejsce jest zajęte, skłamała szybciutko czytelniczka ksiąg świętych i błogosławionych. Zaskoczyła mnie jej ... c(i)ałość (zupełnie inna od tej prezentowanego na insta, w zasadzie poznałam ją po złotych oprawkach okularów, poważnie mnie to zafascynowało). Ogólnie, pozytywne doświadczenie z trudnym do przewidzeniem wynikiem testu. Rozsentymentalniłam się. Lubię studiować.

Rano podobno było chłodniej niż zwykle, nie czuję tego, z popołudniowej drzemki przy Columbo obudziła mnie duchota niesamowita. Było głaskanie kotków, a pod wieczór spacer z mamą i Maksiem, zajadałam się wegetariańskimi gołąbkami i pysznym ciastem, oglądałam dokumenty z obrzydliwościami. Dużo szczęścia, teraz jestem zmęczona.

niedziela, 29 maja 2022

893-894. Ostatni weekend maja.

Jujka się w końcu odezwała w sobotę. Tak jak myślałam, będę pracę finalizowała raczej sama, bo dziewczyna nie może ogarnąć. Nie mam problemu z tym, żeby jej nazwisko dopisać do tekstu, od początku chciałam go napisać sama, a moim jedynym celem było zaliczenie przedmiotu. Nie bardzo nawet dociekam na ile problemy Jujki są niezmyślone, nic do niej nie mam po prostu. Idziemy dalej.

Po takich rozmyślaniach zaczęłam się ubierać, bo Kochany wyciągnął mnie do krzakolandii. Z krzaczorów nie kupiliśmy nic, za to ładna pogoda zachęciła nas do odstawienia samochodu na miejski parking i spaceru do Stockwell Artisan Foods (tym razem daliśmy spokój z denerwowaniem Aury, na chwilę tylko wstąpiliśmy do Tesco, gdzie przy okazji poznałam Tanyę, znajomą Freda z pracy). Konsumpcja falafelów była, oraz pyszne ciasto na deser.

Gwen poinformowała nas, że jutro (czyli dzisiaj) w Oldbridge jest jakaś impreza plenerowa, bardzo to miło z jej strony. Aż mi trochę żal, że wcześnie po południu zaczynam wykłady, bo albo to, albo wyjazd z rodzinką Ka do zoo w Dublinie byłyby fajnymi opcjami. 

Nie spacerowaliśmy długo, krótkie zejście do rzeki po drodze na parking i jusz:

Po powrocie do domu była pogadanka z Katlin nadzorowana przez Ryszarda, który od razu się odnalazł, oczywiście. 

Potem kawa i wykład z neuro. Fred tymczasem rozłożył się przed domem z yerbą, żeby sobie posiedzieć w słońcu, potem brzęczał kosiarką. No i tak, nie ma zerowego terminu z egzaminu neuro, więc natychmiast kupiłam bilet na kolejny szybki weekend w Polsce. Wprowadziło mnie to w nastrój mało euforyczny. Fatalnie jest być biednym. 

Ale przynajmniej była wczoraj dobra pogoda. 

Po moich edukacyjnych nadwyrężeniach wybraliśmy się do Ka. Jot akurat była u znajomych, wróciła później, więc zeżarliśmy pizzę bez jej udziału. Udało się nam obejrzeć kolejny dobry film Jarmuscha, Paterson (2016), o tym, że każdy może być artystą (ale nie w tym sensie). Najbardziej nieamerykański amerykański reżyser. Z powodu seansu zaczęłam niedzielę po północy i znowu jestem niewyspana. A tak z obserwacji zachowań ludzkich wnioskuję, że może ślub będzie niedługo u przyjaciół.

W niedzielę za to jesteśmy domowi. Razem z Kochanym szukamy po świecie rodziny babci Freda od strony ojca, a dzięki głupiutkiemu quizowi na onecie (muzykę rozpoznaję po jednej nucie) z rozrzewnieniem wspominamy starego Robin Hooda. Wykłady całkiem spoko, w międzyczasie Kochany robi obiad. Siedzę przed laptopem większość dnia i tylko od czasu do czasu wpadam w ekscytację.
___
edit 22:15 Tajemniczy ogród (1993) Holland. No i co? Zamiast iść spać czytam o tarpanach.

czwartek, 5 maja 2022

869-870. Majowa mielonka.

Małżonek wyrwany przeze mnie ze snu znalazł mi okulary, które wieczorem zostawiłam tak, że w środę rano były na podłodze i to wcale nie po mojej stronie łóżka. Znalazł, po czym zapadł w śpiączkę. W pracy odrobiłam wtorek (był lunch w Moorlandzie i senny powrót komunikacją miejską do domu), po czym krótko po powrocie wygenerowałam link i porozmawiałam z Jujką, z którą razem mamy napisać esej. Fred w tym czasie był już po drugiej stronie kraju, wrócił gdzieś w nocy, gdy wierciłam się w objęciach Morfeusza. Piszę dopiero dzisiaj, bo wczoraj mi się nie bardzo chciało, nie było też zresztą o czym. Tymczasem kot obudził mnie ponaglająco (mamo, umieram z głodu!) tuż przed esemesem od Jujki. Kochany śpi, pralka chodzi, rozmowa z Jujką odhaczona, dwa artykuły wysłane do akceptacji. Good.
___
edit 23:55 Dochtór zaakceptował jeden z artykułów, będzie na czym pracować, ale dzisiaj nie zaczęłam. Butki w monstery i kurtka Rolling Stonesów miały swoją inaugurację (do towarzystwa sztruksowej spódniczce i bandanie Freda), gdyż Ka został zesłany na zwolnienie lekarskie (żeby kózka nie skakała ...), więc mogliśmy wpaść na pogaduchy. No i wpadliśmy. Takie odniosłam wrażenie, że przyjaciel męża chciał po prostu odpocząć od gadania Jot, ale mu się nie udało, przy okazji my też sobie posłuchaliśmy. Pomóc nie umiemy, Jot ma chyba kiepski moment w życiu i sama się zapętla w pretensjach, zobaczymy, co się z tego wykluje. Za to Żółty szalik z Gajosem (2000) był oglądany. Pilchowy tekst marny, koncertowo zagrany przez wybitnego aktora.