Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stacha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stacha. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lipca 2022

947-948. Nierówno w blokach.

Czwartek.
Najpierw obudziło mnie ciamkanie kota, potem ... ciamkanie kota. Ryszard jeszcze raz wpadł do domu coś wciągnąć, gdy Fred wybył już do pracy. 

Sprawdzam prognozy na kilka dni. W najbliższym tygodniu ma być normalnie, 20℃ czasami podlane deszczem. Wybrałam się na spacer nad morze, by przy okazji w powrotnej drodze kupić steki. Mimo wszystko można się zmachać, w powietrzu wisi nieokreślona duchota. Podejmuję próbę umycia piekarnika, ale wkurwiam się po pięciu minutach. 

Zagęszczają się ruchy naokoło opuszczonego domku Judżina: jakiś czas temu odwiedzacze, wczoraj elektrycy, dzisiaj hydraulicy. Wszystko znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że niedługo będziemy mieli nowego sąsiada, pytanie tylko ile to "niedługo" potrwa, bo już się nie mogę doczekać.

Piątek.
Ryszard zaskakuje mnie poranną wartą we frontowym ogródku. Tymczasem my ... nie powiedziałabym, że jesteśmy zwarci i gotowi. Fred kończył dzisiaj pracę wcześniej, świetnie, bo te codzienne zmiany ciurkiem od gorącego poniedziałku zaczynając bardzo go sterały. Teściowa odprawiona od tygodnia, więc to z głowy. Rano na przystanku rozmowa z Dżejmim, który musiał z kimś pogadać, bo jechał pierwszy raz do pracy (przez to nawet przysiadł się w autobusie). Spotkałam go potem w Moorlandzie, towarzyszył grupie specjalnej młodzieży.

Zaczęłam pracę od kawy i słuchania Tortiniego. W pracy coś tam klikałam jednym palcem lub dwoma, dzisiaj tylko Saren, więc sobie rozmawiałyśmy o tym i tamtym, przy okazji wypłynęło wspomnienie o cioci Stasze, dobrej kobiecie. Moje cv poszło w zeszłym tygodniu do miejsca w którym fajnie byłoby mieć praktykę, tak mnie poinformowała Katrina, kreśląc od razu obraz, że nie tak łatwo sobie tam wejść. Wiem.

Fred odebrał mnie spod pracy, wróciliśmy do domu z zakupami, w ogródku przywitał nas Ryś. Dobra nowina jest taka, że bombka między oczami zniknęła, może rzeczywiście to był pryszcz, albo kleszcz z czapką-niewidką, miejsce jest lekko zadrapane, ale nie ma guzka. Słońce miło dawało, więc poszliśmy z kotem na spacer. Widać, że futrzak coś rozkminia i próbuje się w ogródku wygodnie ułożyć, kocim weltschmerzem czuć na kilometr. 

Na dworze pięknie, w głośnikach Joe Bonamasa Live at the Sydney Opera House (2019), Fred zrzucił ubranie robocze i wskoczył pod prysznic. 
___
edit 17:49