W Centrum tylko z Lukiem Niebożątkiem (Kalem wpadł na moment, żeby się przywitać i poopowiadać what's the craic). W ciągu dnia trochę niefajnie się poczułam i po przerwie na lunch zaszłam do Hickeysa, żeby mi zmierzyli ciśnienie. 136/85. Czyli nie chodzi o ciśnienie, ale koleżanki się przejęły. Po krótkim wahaniu skorzystałam nawet z propozycji podwózki do domu (ogólnie nie było tak najgorzej, zakończyłyśmy dzień pracowniczy plotami o chorobach brytyjskiej rodziny królewskiej).
Kochany u rodziców, rozpieszczany obiadem i pychotkami. Był też u fryzjera (bardzo podoba mi się docinek Grubiutkiej, po tym jak powiedzieliśmy sobie "kocham cię" na do widzenia: To młode małżeństwo, widać; Fred ma swoją opinię na temat "staruszki": Sypniemy garść ziemi na jej kurhan … ewentualnie).
W temacie samochodu, chyba wyklarowała się nam górna granica przedziału cenowego, której nie przekroczymy.
Żeby tak od razu nie zapaść się w książki, poszłam do Tesco w Szkocji i zakończyłam oglądanie piątego sezonu opowieści dziwnej treści o grubych siostrach z Kenctucky. Jeszcze zdalna wizyta w domu rodzinnym i wieczorna inspekcja wszystkich śpiących zwierząt.