Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marsz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marsz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 czerwca 2023

1266. Letnia transformacja.

Rajtki w trupki, na stopy sandały Martensa, które dostałam od Freda w zeszłym roku na prawie-imieniny, i o poranku, na jednej kromce chleba z bananem, można ruszyć na lans zakupowy, gdyż nam lodówka świeciła pustkami (ponieważ Ryszard zgłaszał potrzebę spaceru, przed startem jeszcze dziesięć minut rodzinnego łazęgowania). Kochany nie pozostał dłużny zakładając swoje ogrodniczki w paski. No i tak, w południe wszelkie dobra spożywcze zostały zwiezione do domu (byliśmy jeszcze na kawie w retailu, ale to wiadomo).

Ze smutnych nowin: w czasie popijania kawy doszła do nas informacja, że zmarł Mallen, jeden z białych kotów Anne. Ostatnio rozmawialiśmy z Fredem, że coś ani jednego jej kota nie widzimy i to jest niepokojące. Mallen miał lat 15 i zapewne niezłe życie. Po powrocie zaprosiłam Anne do naszego ogródka na czat, ale nie byłam zaskoczona, że potrzebowała się najpierw wypłakać w ciszy swojej sypialni (na parterze zastałam tylko płaczącego Majkela). 

Obiad był bardzo dobry (dorsz pieczony, Fredowa sałatka grecka, na deser sałatka owocowa zjedzona w ogródku).

Fred dostał relację fotograficzną Kaś Matki Kotom z marszu w Warszawie. Poza tym, nayerbany rozmawiał przez telefon z Krakusem (Młodsza Latorośli złamała sobie rękę, pokazała nam z dumą gips). Z innych spraw kocich: pokój zawarty z Bánem skutkował tym, że dzisiaj biały sąsiad złowił coś w naszym ogródku. Fred twierdził, że to było większe od myszy, mniejsze od szczura, Krakus wkręcony w opowieść sugerował ryjówkę. 

Chwilę podłubałam w pracy mgr i na siódmą wyszliśmy nad morze. Nadal ciepło, więc było wodowanie stóp, a jakże.







Plaża akurat pustoszała, ale widać, że wieś zamieniła się w letni kurort. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałam jak to jest mieszkać w takim miejscu, gdy inni dojeżdżając do niego kilometrami stoją w korkach, albo walczą o miejsce parkingowe, to teraz już wiem. Wspaniałe uczucie. Wieczorem upiekłam kilka naleśników do dżemu truskawkowego. Gdyby nie powracający niepokój o wiadome sprawy uczelniane, byłoby jak w raju.