piątek, 9 lutego 2024
1516. Oczekując.
wtorek, 18 kwietnia 2023
1219. Turlu turlu.
Wtorkowy irlandzki prawie nigdy nie nastraja mnie optymistycznie, nie widzę postępów (wolałabym się porządnie wyspać). Zauważyłam też, że ciągle coś młócę, i nie wiem, czy to stres, hormony, czy przyzwyczajenie łatwo dające się wykorzenić (myśl zostaje zapisana, żeby się jej przyglądać uważnie). Po południu kolejny telefon do HSE, pomiędzy podjadaniem nastawiłam pranie, uprasowałam, co zalegało na płaszczyznach płaskich, więc i pierwszy Midsomer z sezonu dwudziestego był oglądany. Kto by pomyślał, że wytrzymam z nim tak długo, tym bardziej, że miałam ochotę zarzucić serial po odejściu pana Pokrzywy (okazało, że ten Pokrzywa nawet mnie trochę denerwował). Na dwór wyszłam tylko na chwilę, do ogródka (po trzeciej zrobiło się całkiem ładnie). O, tu, proszę, wysyp Golden Bells (z tulipanami Little Princess znowu w tle):
Wróciłam do statystyki i zagadywałam znajomych, stąd wiem, że u Goshy nadal słabo (w porównaniu z lutym, bo wtedy ostatnio rozmawiałyśmy). Pisze, że partner za to się jej udał (przewaga działania nad biernością objawia się w tym, że wszystko złe przyszłoby i tak, ale tego gościa całkiem w porę sama sobie wybrała). Wieczorem obejrzeliśmy z Kochanym trzeci odcinek Nocy i dni. Najchętniej zanurkowałabym już w pościel (ale jeszcze chwila, jeszcze jedno zdanie).
niedziela, 3 lipca 2022
929. Życie zaczyna się po 60-ce,
rzekła Gosha (czyli jest trochę czasu). Dobrze było porozmawiać z nią po takiej przerwie (3 lata). Zmieniło się, Gosha ma nowego współlokatora, w międzyczasie stary-nowy współlokator (hue hue) zniknął (good for her). Wśród wszystkich njusów najbardziej niespodziewane było nagłe bezrobocie Ilki, która z hukiem opuściła moją dawną firmę (także good for her, zapisałam sobie jak w listopadzie 2017 mówiła, że jest następna do odstrzału, wytrzymała o dużo za dużo). Rozmowa była messengerowa, choć dzieli nas teraz tylko kilkanaście km.
Po śniadaniu poszłam z mamą i Maksiem na cmentarz, zobaczyć m.in. grób Jaro. No jest tam, kolega z klasy nadal nie żyje (śmierć jest przereklamowana, z pewnością już o tym wspominałam). Po obiedzie był z kolei Maksiowy spacer z tatą, poszliśmy odwiedzić ścieżki w lesie sadzonym w 1902 roku (jak tatko obliczył). Po chwili naszym śladem zaczął podążać Mruczysław, a na końcu pochodu znalazła się szczerbata Rózia.
Gorąco bardzo. Zastanawiam się, czy w Oknie na podwórze (1954) też, bo okna otwarte na oścież, ale wszyscy chodzą w garniturach.
Niedziela zlała mi się w jedno z sobotą jako wielki chill out przerywany posiłkami i spacerami. Kochany wpadł tymczasem w pracę jak śliwka w kompot.
