Poszliśmy spać dzisiaj po pierwszej i poranek był dość późny. Do wstania zmotywował mnie Ryszard pukający w drzwi sypialni, śpicie?
W lodówce nie było za wiele interesujących rzeczy, więc w drodze do stolicy postanowiliśmy zahaczyć o Cedar Gate. Fred odkrył nową zupę (zupełnie zieloną) o nazwie molokhia. Oczywiście nie zjadłam wszystkiego, część makloubeh z kurczakiem zapakowałam do domu.
Kiedy kilka dni temu sprawdzałam prognozy pogody, w sobotę miało być słonecznie, a w niedzielę zapowiadano deszcz. Odwróciło się, pogoda była przepiękna. Kochany zaparkował niedaleko odkrytej wczoraj kawiarni, żebyśmy od razu mogli pójść do IMMA. Przespacerowaliśmy część korytarzy mieszczących wystawę Sarah Pierce: Scene of the Myth:
Ludzi na zewnątrz IMMA było całkiem sporo, ale nie mieliśmy czasu na chłonięcie atmosfery (na dziedzińcu akurat występował zespół). Wróciliśmy do samochodu, żeby podjechać na Inchicore Square, bo kolejne spotkanie w polskiej bibliotece, tym razem z Woydyłło-Osiatyńską, zaczynało się o wpół do piątej. Psycholożka potoczyście opowiadała nie gubiąc wątku (co mnie osobiście mało kiedy wychodzi), widać było, że lubi występować przed publicznością i dzielić się swoimi myślami. Kupiliśmy dwie jej książki, Ukoić siebie oraz Nasz bieg z przeszkodami. Okaże się na ile są to interesujące lektury (oczywiście zostały podpisane przez autorkę). Po wystąpieniu, zdobyciu autografów i zrobieniu sobie zdjęcia nie miałam ochoty zostawać na spotkaniu z dr Iwoną Palicką. Zamiast tego zapuściliśmy jeszcze raz żurawia do biblioteki i Kochany za €10 wyharatał kolejne książki: trzy grube tomy Witkacego, Pewnego razu w Hollywood Tarantino i dwa reportaże: Szczygła Niedziela, która zdarzyła się w środę i Surmiak-Domańskiej Mokradełko. Szybko zapakowaliśmy się do samochodu i wyruszyliśmy do domu (z przerwą na Tesco).
Chociaż grafik niedzielny nie był napięty, bardzo jestem zmęczona po tych naszych przygodach (gdy szukam w lodówce masła i Kochany mi mówi, że jest na dole po prawo, patrzę na górę po lewo). Sen mnie odgradza od zamartwiania się zwyczajnymi sprawami: co i jak napisać, gdzie upchnąć książki, kiedy zrobić prasowanie, gdzie wysłać cv.





