Wygramoliłam się z wyrka po ósmej, na czas, żeby jeszcze dać buzi Fredowi przed jego wyjazdem do miasta. Przeglądam listę książek, które chciałabym przeczytać w następnym roku i te z którymi chcę jeszcze zdążyć w tym. Do mojego wylotu planuję skończyć czytanie czterech, zobaczymy, czy się mi uda. W każdym razie dzisiaj zaczynam The Discomfort of the Evening Marieke Lucas Rijneveld (Faber & Faber, 2020). Po południu przypomniałam sobie, żeby coś podrzucić ptakom w ogródku. Oczywiście, czekały. Chwilę obserwowałam jak szpaki robią ewolucje na karmniku i zrobiłam im kilka zdjęć. Zjedliśmy z Kochanym wege obiad po jego powrocie, potem wskoczyłam pod prysznic, a Kochany zagadał się z Kolegą z Bloku, który wypytywał go o pryncypia oraz zapraszał nas do siebie przy najbliższej okazji, czyli za kilka tygodni. I takie tam, ulotne rzeczy, jak przygotowanie się do pracy. Znowu ciemno. Znowu grudzień!
niedziela, 1 grudnia 2024
środa, 18 września 2024
1737. Środa w odcinkach.
Wieczorna niedyspozycja mężowska była na szczęście chwilowa (połączenie zmęczenia z bólem zatok i z wzięciem tabletki, która początkowo bardziej zaszkodziła niż pomogła).
Wracam do wiadomości powodziowych; fala przesuwa się w kierunku Wrocławia, ale prognozy dla największego miasta, po tym jak Opole nie zostało zalane, są optymistyczne.
___
edit 17:30 Obiadu dobrego pełna (stek, kartofle, marchewka ze słonecznikiem, brokuły smażone na maśle) mogę opowiedzieć, co robiliśmy wcześniej. W południe pojechaliśmy z Fredem, mężem moim najlepszym, do miasta w celu kupienia czegoś na obiad. Plan spożywczy był mętny, za to nabyliśmy kilka drobiazgów do domu: nową mydelniczkę, tarkę do warzyw, apteczkę, dwie poszewki na kwadratowe poduszki (chciałam zielone, wzięliśmy jakie były) oraz niewielką szafkę na buty. W Jysku zachwyciliśmy się rozkładaną sofą, która mogłaby nam bardzo ułatwić życie; od myślenia jakby ją tu ustawić boli głowa. Cóż. Wczoraj zaczęłam słuchać The Mystery of the Blue Train w czytaniu Hugh Frasera; Agatha wróciła do wysokiej formy.
___
edit 21:30 Włosy umyte, plan na jutro rozrysowany, lekarstwa ułożone w nowej apteczce, dziesięć innych rzeczy nie zrobionych, ale jak mi się nic nie chce, to się przecież nie rozerwę :]. Fred rozmawiał telefonicznie z Kolegą Z Bloku, którego dla odmiany nie zalało. Kolega podzielił się też innymi dobrymi wieściami, których nigdy nie za wiele (jego mamie, dobrej kobiecie, polepszyło się).
___
edit 21:55 Wieczorami siedzę w domu jak ten kret, nic dziwnego, że prawie przegapiłam wrześniową pełnię. Ależ ten czas leci. W ciemności dzieciaki taszczyły przez osiedle palety, jak co roku o tej porze mali piromanii zbierają materiał na wielki ogień.
sobota, 21 maja 2022
886. Śniąc i żyjąc.
Wujek Józek jak pan Mikulski podrasowany Tomaszem Schuchardtem? Film we śnie miałam. Wykaraskałam się z łóżka przed Fredem nadal trochę ciężko myśląca. Kochanego z objęć Morfeusza wyrwał poranny telefon od Kolegi Z Bloku, który dociekał naszych spraw genealogicznych (odkrył to samo co moi rodzice, że rodzina zniknęła z regionu, ale chyba go wciągnęło, co samo w sobie jest miłe i dla mnie zupełnie zrozumiałe). Po rozmowie mąż rozbudził się na dobre, zrobiłam mu kawę, potem zjedliśmy śniadanie. Dla kota, który w końcu się pojawił w domu było kocie boże narodzenie (jedzenie, głaskanie, drzemka w oparach smażonej kiełbaski). Od rana uporczywie grał mi w głowie Nowy świat Bukartyka, a gdy to oznajmiłam Kochanemu, mąż opowiedział mi sen: szedł ulicą obok kawiarni na zewnątrz której rozpoznał wygodnie rozsiadłego pana Piotra (dla znajomych Łysy). Zauważony poeta poprosił Freda, żeby mu małżonek opowiedział o swoim życiu ...
Wu już umówiony na przyjazd do moich rodziców i pożyczenie samochodu. Jutro najprawdopodobniej będzie się tłukł z Wawy jak zwykli śmiertelnicy, którzy nie zarabiają miesięcznie po pół setki.
Fred próbował się zregenerować po tygodniu pracy, która nadal dudni mu w głowie, zrobił sobie inhalacje i test na covid (negatywny), przed wyjazdem poszedł na spanko. Bo wieczorem spotkanie z Ka&Jot oraz narybkiem w Borzalino, niespodziewanie to wyskoczyło, ale sympatycznie — zjedliśmy w szóstkę trzydaniowy obiad i popuszczając pasa udaliśmy się każdy do siebie.
___
edit 23:00 Rozmawiamy o Siekierze, więc i o wojnie, Fred tymi słowy antycypuje nowy tomik wierszy pani Bogumiły Załęskiej o świeżej tematyce wojennej:
Wojna na Ukrainie
bezustanne strzelanie
ludzi złych zabijanie
sił zła przegrywanie
na siły wyższej żądanie
w boskim planie.
Fred chciał doszlifować, szlifierka jedna, ale mówię mu zostaw tak, jak jest. Głębia treści przed formom.