Wygramoliłam się z wyrka po ósmej, na czas, żeby jeszcze dać buzi Fredowi przed jego wyjazdem do miasta. Przeglądam listę książek, które chciałabym przeczytać w następnym roku i te z którymi chcę jeszcze zdążyć w tym. Do mojego wylotu planuję skończyć czytanie czterech, zobaczymy, czy się mi uda. W każdym razie dzisiaj zaczynam The Discomfort of the Evening Marieke Lucas Rijneveld (Faber & Faber, 2020). Po południu przypomniałam sobie, żeby coś podrzucić ptakom w ogródku. Oczywiście, czekały. Chwilę obserwowałam jak szpaki robią ewolucje na karmniku i zrobiłam im kilka zdjęć. Zjedliśmy z Kochanym wege obiad po jego powrocie, potem wskoczyłam pod prysznic, a Kochany zagadał się z Kolegą z Bloku, który wypytywał go o pryncypia oraz zapraszał nas do siebie przy najbliższej okazji, czyli za kilka tygodni. I takie tam, ulotne rzeczy, jak przygotowanie się do pracy. Znowu ciemno. Znowu grudzień!
Ambitna czytelniczka. Mnie wystarczy jeśli do końca roku doczytam jedną zaczętą powieść ("Dzień" M. Cunninghama).
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, zaraz tam ambitna! Chcę przeczytać to, co zaczęłam, oraz książkę, którą dostałam w prezencie, bo dostanę książki w prezencie :D
Usuń