Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lublin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lublin. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 listopada 2023

1432. Wyjazd jak powrót.

Od rana na ściśniętych pośladach, pastuję buty, bo nie wypastowałam, pakuję plecak, bo nie spakowałam do końca. Męczy mnie, że jeszcze muszę trzy godziny w pracy odpękać. 

Po odpękaniu jazdy obowiązkowej i wysłaniu rozliczenia godzinowego zmieniam spodnie w toalecie i ruszam ulicą na spotkanie Kochanemu. Zachodzimy do Il Forno - niewiele się nam podoba, zamawiamy cannelloni, nawet jadalne, ale bez finezji (sos pomidorowy dominuje smak). Po obiedzie idziemy do Czarnej (Pani Stempelek 2 jest chojna, druga baristka czyta Grahama Nortona, A Keeper). 

W drodze do samochodu jeszcze kupuję tabletki na gardło i lecim. W stolicy byliśmy w sam raz, tak, że nie trzeba się było z niczym spieszyć. Kupiliśmy kartkę okolicznościową dla młodej pary, reszta to same przyjemności. Lot częściowo z turbulencjami, na końcu zaś zaskoczenie: Lublin przywitał nas śniegiem. Wypożyczonym autkiem (mała mazda na automacie) sprawnie doturlaliśmy się do NA około jedenastej wieczorem. Świekra (już w papilotach, opatulona szlafrokiem) nakarmiła nas śledziami, wygrzałam się pod gorącym prysznicem i kuruję gardło balsamem jerozolimskim (jeszcze od świekra). Plan: myć zęby i spać.

* zdjęcie wklejone po powrocie z wyprawy.

środa, 5 lutego 2020

50. W gościach.

Zerwaliśmy sie bladym świtem, żeby ruszyć w podróż. Rano tylko herbata (po wczorajszym słabym dniu nie chciało mi się nic). Dzień na wyspie i w Polsce był słoneczny, lecąc nad Howth bardzo wyraźnie widzieliśmy latarnię Baily, a dolatując do Lublina San wpadający do Wisły. Zapomniałam różu, to i mam nowy, kupiony w strefie , 320 rouge profond Chanel. Po trzynastej Kaś Matka Kotom odebrała nas z lotniska i zawiozła do tych dwóch gentlemanów:




Leoś i Kacperek. Gospodyni uraczyła nas symfonią dla zmysłów — zupą dyniowo-batatową z rozmarynem i innymi cudami, oraz czarnymi wstążkami z robaczkami, o ciastach nie wspomnę, bo wciągnęłam ino odrobinkę z powodu przekroczenia pojemności. 



Łaski pełni zobaczyliśmy świetliste chmury nad Azotami dopiero po ósmej wieczorem. Nowa Aleksandria. U teściów po herbatce, rozmowa przy stole i lulu. Chyba oboje zastanawiamy się co tam porabia Ryś. 

(czas lokalny 22:55)