Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muguncja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muguncja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 marca 2025

1915. Weekend nad Renem 2.

 

Ależ spałam. I śniłam o podróży, o czytaniu książki. Pobudka 7:45, powolne dochodzenie do siebie. Na dziewiątą mieliśmy zamówione śniadanie w kawiarni na dole. Było wszystko co trzeba, przede wszystkim świeżutkie pieczywo w trzech rodzajach, oraz cała reszta do akompaniamentu.


Wczorajsza obiadokolacja i dzisiejsze śniadanie przywraca mi wiarę w cywilizację europejską, oświadczyłam mężowi. O, i to jest dobre zdanie na bloga, potwierdził mąż :D

Po śniadaniu spotkanie z Perlistym i spacer naokoło Bacharach zakończony herbatką w maluchnej kawiarni Café Bistro NOY. Biznes rodzinny na Oberstraße 40, domyślam się, że prowadzony przez imigrantów. Niewiele mieli aktualnie na stanie (początkowo miałam ochotę na naleśniki), zadowoliliśmy się napojami. A spacer był całkiem długi, zrobiliśmy kółko wspinając się do Wernerkapelle i Burg Stahleck (widoki na Ren, bez wchodzenia do środka), serpentyną zeszliśmy w dół Burg Weg, żeby przejść przez główną ulicę i spojrzeć na miasto z winnic od strony północnej, ze Spitzer Turm).






Po zejściu w dolinę sąsiadujący z hotelem kościół św. Piotra zaprezentował się jako otwarty (oczywiście zaszłam, piękny! gdzieniegdzie średniowieczne rysunki). Wyjechaliśmy po pierwszej do Moguncji, był krótki postój w Bingen; miasto ważne i warte zgłębienia, ale my tylko przeszliśmy się chwilę od Rheinkal do Marktbrunnen.

W Moguncji Perlisty długo szukał miejsca, w końcu samochód został w wielopoziomowym parkingu. Natknęliśmy się na spory tłum na placu obok kościoła św. Marcina, jakaś degustacja wina, jakieś poruszenie. Na chwilę skręciłam do kościoła św. Jana pociągając chłopaków za sobą; całkiem niedawno otwarto tam instalację Die Krönung (zagadnęłam z jedną z pracownic muzeum). Zjedliśmy obiad w Augustinerkeller na Augustinerstraße 26, dobre miejsce (wzięłam tradycyjny schnitzel, smakowało mi). Po obiedzie poszliśmy jeszcze do kościoła św. Szczepana, tylko dlatego, że są tam witraże Chagalla, przy okazji załapaliśmy się na początek koncertu szkoły dla dziewcząt Maria Ward Schule.




Dobry taki płodozmian, spacer niespieszny, często robimy zdjęcia. Wracając do samochodu poświęciliśmy jeszcze długą chwilę fontannie karnawałowej Sprenga, bo przecież jakże by inaczej.


Powrót do Bacharach, kawiarnia śpi, użyliśmy magicznego klucza. Perlisty wszedł z nami na piętro; ponownie wieczorny spacer nad Renem z przyjacielem, w dole szum czarnej rzeki; Am den Ufern der Poesie brzmi nazwa tego miejsca, zerkam na ludzi odpoczywających w kamperach. W czasie tego spaceru natykamy się też na studnię, efekt świetnego projektu odkrywania dawnego miasta (studnia pod murami miejskimi jest odrestaurowana na podstawie rycin).


Wieczorem długo nie mogę zasnąć, Kochany zerka na Szklaną pułapkę z niemieckim dubbingiem, nie mogę więc przestać się zastanawiać, kiedy Willis zaczął mieć pierwsze objawy PPA.