Przed obiadem pojechaliśmy z Kochanym do miasta, żeby zajrzeć do Rossmana. Z tej okazji założyłam (za duże na mnie) skarpetki męża, gdyż sie wypykałam z czystych skarpetek w ciągu kilku ostatnich dni. Dzień się nieco rozpogodził i uczciliśmy go spacerem po wsi — to koniec wydarzeń.
Zaczęłam czytać O czym szumią wierzby Grahame (Wilga, 2021), w związku z tym od rana gra mi w głowie piosenka śpiewana przez Ralpha McTella. Poza tym politykujemy przy kolacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.