Czwartek zaczęłam od smażenia naleśników.
Przed południem oboje mieliśmy kolejną wizytę u dentysty. Mam to już z głowy, Fred musi przyjechać jeszcze raz. Pogoda bardzo się poprawiła, więc po wizycie zjechaliśmy do miasta powiatowego, żeby rozejrzeć się po znanych kątach. Spotkało nas kilka niespodzianek — zarówno Włoch, jak i znajoma fryzjerka byli na urlopach, poza tym na miejsce restauracji, którą nazywałam Nowym Palermo, pojawiła się knajpa. Knajpa, bo właściciele jasno postawili na lane piwo. Zjedliśmy w niej obiad, raczej już tam nie zajrzę. Po obiedzie obraliśmy kierunek na Bezę, gdzie nie zawiodła nas kawa, ciasto i lody. Zrobiliśmy sobie też dłuższy spacer do parku, tężni i miejsca naszej przedślubnej sesji fotograficznej. Pomost nad stawem dogorywa, mogą na niego teraz wchodzić wyłącznie kaczki. Spacerologia była bardzo przyjemna, m.in. z powodu pogodowej zmiany na lepsze. Miło było obserwować młodzież wracającą po pierwszym prawdziwie szkolnym dniu. Wieczorem wolne ruchy i głośne dyskusje, oraz randomowe odcinki Co ludzie powiedzą i CSI: New York.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.