Pierwszy raz od powrotu z wakacji, w niedzielę zaliczyłam spacer nad morze. W Midsomer Murders było morderstwo za pomocą katapulty, a w ogrodzie pranie suszące się w jesiennym słońcu.
Kochany wczoraj miał zmianę dzienną, dzisiaj wieczorno-nocną, od jutra kilka dni przerwy (liczę na nadrobienie życia rodzinnego). A tymczasem od rana odpaliłam z irytacją na działanie wirtualnej uczelni: mój plan studiów nadal nie istnieje. Na pytanie dostałam odpowiedź żwawą, ale mało znaczącą: coś ktoś wpisze w CSS (poważnie, dostałam taką grypserą), kiedy? ... a to już tajemnica.
Dzisiaj ruszyła nowa grupa, na razie dwie dziewczyny, trzech chłopaków i jedna transdziewczyna; Lauren, Lia, Lisa, Conor, Darren, Lion. Mieliśmy kilka godzin zapoznawczych, było całkiem spoko, tym bardziej, że Centrum nadal malowane, więc wylądowaliśmy w ciekawym miejscu obok augustiańskiego kościoła. Nie będę pracowała z nimi za często, wyjdzie tego najprawdopodobniej po dwa dni w tygodniu.
Po pracy zagadałam do mamy i poprosiłam ją o pomoc w uwierzytelnieniu moich dyplomów. Wiedziałam, że się ożywi. Od słowa do słowa przypomniałyśmy sobie, że za dwa dni astronomiczna jesień. Kliknęłam na żubry online (jest i dźwięk, słychać wiatr, nocne ujadanie psów). Zaczyna się inny sezon, też dobry.
U mnie zaczął się od poniedziałku sezon grzewczy.
OdpowiedzUsuńMy grzejemy sobie, kiedy chcemy, więc nigdy nie czuję, kiedy to już TEN moment.
Usuń