Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silent Valley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silent Valley. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 stycznia 2022

761. Game changer: ciepłe rajtki pod spodniami.


Wczorajszy pomysł został zrealizowany, choć zaszwankował jeden element: wiatr, który postanowił wiać nam w Cichej Dolinie prosto w twarze, gdy kroczyliśmy ku tamie Ben Crom. Wszystko inne odfajkowane: pobudka po ósmej (jest), Aś parkująca w Newry (jest), słońce (jest), tylko ten wiatr w twarze, niech go cholera, rajtki po czasie doceniam. Ale było pięknie, pięknie było. I sporo ludzi, inaczej niż w styczniu dwa lata temu. Wjazd kosztował £5, za funciaka można było kupić karmę dla kaczek, i kaczki najwyraźniej bardzo dobrze o tym wiedziały, bo łypały na nas wyczekująco. Spotkaliśmy mnóstwo psów i jednego rudzika, który uprzejmie lecz stanowczo poinformował nas, żebyśmy mu nie deptali po jego części asfaltu.




Spośród różnych pomysłów na powycieczkową szamę wygrała opcja z Newry, obszerny i dobrze dający jeść The Oliver. Byliśmy tam pierwszy raz i chętnie powtórzymy doświadczenie, Fred zachwycał się stekiem, ja kurzyną, Aś makaronem. Zgodnie polaliśmy to flat white i przyklepaliśmy deserami w trzech odsłonach. Do tego obsługa nie udawała, że sprawdza paszporty covidowe, tylko naprawdę je sprawdziła 👍


Zmitrężyliśmy cały dzień na łażeniu, tracąc czas i kasę, jak to my. Pod wieczór zjechaliśmy do kraju przystając po drodze na herbatę u Ka&Jot. W planie był to wieczór filmowy, Fred nawet wziął kilka płyt dvd, ale pewnie miałam tak podkrążone oczy i ziewałam tak niedyskretnie, że Ka nie nalegał na kinowe ekscesy. Wróciliśmy do domu po dziewiątej. Jestem zmęczona, boli mnie gardło, kichnęłam tylko dwa razy.

środa, 8 stycznia 2020

22. Wycieczka do Silent Valley.

Początek dnia taki sobie, chociaż zjedliśmy rybkę z piekarnika (wczoraj wieczorem Thomas nam przyniósł niespodzianie "fresh, nice fish"). Po dziesiątej wyjechaliśmy w kierunku Kaś Z Północnej przepiękną trasą widokową przez Warrenpoint i spędziliśmy u niej dłuższy czas, bo Fred robił przymiarki do każdej z sześciu par spodni.


— Ale wiesz, że te spodnie są w dwóch kolorach?, pyta Kaś.

Wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać potem i trochę niefrasobliwie nie wzięliśmy prowiantu. Na lunch wstąpiliśmy do bardzo smacznego miejsca: The Galley Restaurant w Annalong — wzięliśmy fish & chips, akurat był dorsz pod pierzynką, wymieniłam sobie frytki na champ.


A potem już mogliśmy iść. Silent Valley, szlak do zapory Ben Crom. Wjazd kosztował nas £4,5. Przyjechaliśmy ok. 14:30, trochę późno, marsz z wejściem na zaporę (tam i z powrotem 10 km/6 mil) zakończyliśmy po zmroku. O piątej byliśmy ponownie obok Valve Tower. Właśnie zza góry wschodził księżyc.