Sąsiadów z tyłu (ich dom graniczy z naszym ogródkiem) słyszałam biesiadujących o drugiej w nocy, Fred twierdził, że pijani goście obudzili go jeszcze o piątej rano. Aż tak bardzo mi to nie przeszkadzało, prawdę mówiąc lubię wszelkie sąsiedzkie sygnały wspólnego życia na tej planecie, które nie są drastyczną patologią (w sensie kłótni małżeńskich i przemocy domowej). Powtórka sobotniego planu dnia była taka, że znowu poszliśmy w południe na plażę, ale dalej, za winkiel wystawiliśmy uszy, a wcześniej (oboje) zjedliśmy po ciastku do kawy.
Jeśli chodzi o mgr, stupor. Rozpraszam się, słucham muzyki, wszystko rozgrzebuję i zostawiam. Fred podał obiad (na całe szczęście). I tak niepozbieranie mija wolna niedziela.



Ładne kwiatki. To jakieś skalniaki?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, armeria maritima, po polsku zawciąg pospolity. Tutaj rośnie dziko, ale na ogródku mamy wersję kupną (bardziej różową). Lubi trudne warunki, gdy inne rośliny nie robią mu konkurencji, więc na nadmorskich skałach jest go u nas sporo :)
UsuńSadziłbym takie u siebie.
Usuń@Dariusz, niewiele mu trzeba do szczęścia. Kochany wyharatał kawałek, bo mu się z chwastem pomylił, wsadziłam do doniczki tę część (po kilku dniach) i dalej rośnie :)
UsuńJesteście cudnym stadłem, wiesz?
OdpowiedzUsuńWiesz oczywiście.
@FrauBe, chyba wiem ;) W każdym razie robimy tak, żeby nam było razem dobrze. Życie jest krótkie.
Usuń