Ładny poranek, nawet chciało się wstać. Kochany podwiózł mnie do pracy, spędziłam tam trochę czasu rozmawiając z ludźmi i jedząc kanapeczki. W przerwie dzwoniłam do taty (drugie wypalanie znamienia nie było potrzebne, wszystko samo znikło) i do Freda. Na odchodnem uścisnęłam Ger, która niespodzianie kończy swoją przygodę z Centrum. Wyniknęły jakieś historie, które przegapiłam (jak zwykle). Ger Bez Zęba Na Przedzie jest przed emeryturą, ma już nowe miejsce pracy, rzut beretem od nas. Dobra kobieta z niej, będzie mi jej brakowało.
Zapadła decyzja, kiedy lecimy do Polski (bilety zostały kupione, rodzice poinformowani). Rozmowa z rodzicami na ten temat była oczywiście kolejnym sposobem na prokrastynację. Odezwałam się do kulyżanki ze studiów, żeby złapać orient, jak tam u niej z pracą. Fakt, że też utknęła na hipotezach jest jakotakim doświadczeniem wspólnoty, i owszem, ale euforii brak. Trzeba będzie turlać korelacje nosem w nadziei, że coś mnie oświeci. Bardzo męcząca sytuacja.
Ryszard Kot po moim powrocie do domu cały czas kręcił się w okolicy, w większości albo leżakował przed drzwiami wejściowymi, albo siedział przycupnięty na zewnętrznym parapecie. Kochany w Longford, raczej do późnej nocy.
Aha, korelacje turlasz, a już myślałem, że zapach :D
OdpowiedzUsuń@Dariusz, każdy turla co tam ma pod łapą :D:D
Usuń