Kochany wybył jak zwykle wcześnie rano; drzemałam w towarzystwie Ryszarda czekając, żeby choć trochę się rozjaśniło i przestało siąpić (z tym drugim raczej kiepsko). Po dziewiątej online spotkanie z Gronją i zrelaksowany home office (przerywałam sobie śniadaniem, kawą, głaskaniem kota). Przyszło mi zawiadomienie od tutejszego urzędu skarbowego, że wiedzą o mojej nowej pracy. Jeszcze nie wiedzą, że za tydzień po raz ostatni pracuję dla Gronji (rok wystarczy, zmierzam w innym kierunku, ale nie powiem, ciekawe doświadczenie).
Tymczasem terminy ostatecznego egzaminu nadal pozostają tajemnicą, kupiłam bilety lotnicze opierając się na estymacji pi razy drzwi. Rodzice zostali poinformowani, że będą gościli dziecka swe w odcinkach, bo na tę chwilę zapowiada się mijanka z Fredem (większa część ponad półgodzinnej rozmowy z mamą była jednak o zębach i znieczuleniach).
Mąż chce mi w prezencie urodzinowym podarować wyjście, a skoro zażyczyłam sobie wyjścia na cmentarz, trzymam kciuki za lepszą pogodę weekendową (aktualne wietrzne byle co nie spełnia moich oczekiwań).
Na Mazurach podobnie, wietrznie i mokro.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, nasza pogoda jest nieoczywista: dzisiaj otwieram rano drzwi, a tu całkiem ciepło.
UsuńWszystkiego najpiękniejszego Moniko, samych celujących na studiach, przyjemnej obrony pracy, bezstresowej i oczywiście zdrowia :-)
OdpowiedzUsuń@Teatralna, dzięki, powoli zbliżam się do finału. Obym się tylko nie wykoleiła na zakręcie ;)
Usuń