Wtorek skończyłam po północy, wysłuchaniem jednej z płyt Bukartyka.
Białe fale, które można u nas oglądać od wczoraj, są prezentem od Babet, drugiego sztormu imiennego w sezonie.
W pracy obiboctwo, nonsensowne dyskusje kto ma jaki kamień urodzinowy oraz klejenie pająków. Nowa dziewczyna, Emma, zapowiada się na tę chwilę dobrze (oprócz Szanon z grupy odpadli Dżon i Rijana). Lubię Dżima, którego chyba wszyscy dziadkowie byli w IRA. Jestem bez energii; dobrze, że Fred miał wolne i mógł mnie zawieźć w obydwie strony. Dzięki temu zaraz po pracy poszłam do Czarnej i czekałam chwilę na Kochanego, żeby móc sobie z nim siedzieć na kanapie, w spokoju napić się kawy i zresetować mózg. Reszta deszczowego dnia w domu, nad papierami i mężowskim obiadem.
A wydawałoby się, że sztorm powinien działać pobudzająco.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, może ciśnienie atmosferyczne, może jestem przeziębiona. Zdecydowanie nie należę do osób, które wiatr pobudza, wręcz przeciwnie, dobrze się mi przy nim śpi :)
Usuń