Strony

piątek, 6 marca 2026

2271. W stronę przyjemności.

Kiedy byłam w pracy, zawitał do nas elektryk, z relacji Kochanego wynika, że elektryk-idiota (bez drabiny, bez wiertarki, bez głębszego pojęcia), ale inszallah, był. Mamy nowe czujniki dymu i innych atrakcji. 

Popołudniowy relaks domowy rozkładam pomiędzy Gosią przygotowującą niejadalne paskudztwo, mieciem kontynuującym wiwisekcję III części Dziadów i końcówką Żon nazistów, wszystko z laptopika ustawionego na stole obok którego leżakowałam (przyniosłam z sypialni gruby koc zainspirowana Kochanym — mąż w ciągu dnia nadal udręczon bólem nogi spał pod kotami na tapczanie w Kuchniosalonie). Takie to są małe, ale oszałamiające radości dnia powszedniego. Dzień jasny i cierpki, z rana musieliśmy chwilę poczekać, aż warstewka lodu spełznie z Babcinych szyb; na horyzoncie Donard z dobrze widocznym, białym przedziałkiem muru granicznego.

4 komentarze:

  1. Skoro sobie poradził i zainstalował czujniki bez wymienionych sprzętów, to czy one na pewno były niezbędne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, gdyby miał wymienione sprzęty, czujnik tlenku węgla wisiałby tam, gdzie ma wisieć, a nie leżałby przy bojlerze.

      Usuń
    2. Aaa... Jasne :D Ale może nikt mu nie płaci za montaż? :D

      Usuń
    3. @Dariusz, w poście wyraźnie jest napisane, że to elektryk, nie listonosz.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.