Na mieście, jak zwykle, poczet indywiduów. Wracając z bułkami z Tesco do kawy biurowej (przyniosłam do pracy stary nadtłuczony dripper i bibułki V60, taka z siebie zadowolona, potem odkryłam, że dripper potrzebuje filtrów w typie melitta rozmiar 4), szłam za znanym mi lokalesem, panem ubierającym się zupełnie nudno, czarne buty, czarne spodnie w kant, czarny płaszcz, czarna parasolka. Ale ta głowa! Pan ma na niej długie, jasnorude włosy spięte gładko w babciny kok za pomocą kilkunastu precyzyjnie rozlokowanych wsuwek. Widuję go od kilku lat, ale akurat byłam po lekturze opowiadania Nienapisana powieść i zapatrzyłam się na tę głowę jakoś inaczej.
Czwartek deszczowy. Zrobiliśmy z Kochanym zakupy spożywcze (do Lidla zjechała się pielgrzymka migrantów prawdopodobnie z któregoś dużego ośrodka IPAS, wszyscy w bardzo brudnych butach do górskich wycieczek pchali największe wózki po brzegi wypełnione zakupami, następnie pakowali się do specjalnie podstawionego autokaru), coś dla kotów i do domu.
W Mieczu przeznaczenia skończyłam Wieczny ogień i zaczęłam słuchać Trochę poświęcenia. Słuchanie i masaż jednocześnie — bardzo dobry wynalazek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.