Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lughnasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lughnasa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 sierpnia 2025

2054. Sierpniu, sierpniu.

Porządkując po śniadaniu papiery wybrzuszające etui telefonu, znalazłam odręczne notatki z zeszłorocznej przygody karkonoskiej. Włożyłam je tam, skąd je wyjęłam, żeby nadal wybrzuszały rzeczywistość :D

Na polach wielkie bele siana.

Po pracy rozważyliśmy z Kochanym różne opcje pizzowe; znaleźliśmy się w końcu w Il Forno, ale ze średnią satysfakcją — obsługa jak zwykle bardzo spoko, niestety coś się dzieje z jedzeniem w tym miejscu, pizzom też nie zostało oszczędzone.

Popołudnie domowe. Pełna ciasta, dużo czasu spędziłam drzemiąc. Dopiero po szóstej stanęłam na nogi; wyszliśmy z Mleczakami do ogródka i skończyliśmy tę przygodę, gdy Mańka zaczęła pokazywać, że coś ją ugryzło w łapkę. Była też długa rozmowa z rodzicami (przede wszystkim z mamą) rozciągnięta poza wyjazd Kochanego do miasta. Odgrzewam sobie właśnie kawałek pizzy we frajerze rozważając różne możliwości wieczorne.
___
edit 21:50 jeszcze nie chce się spać. Przed snem zapewne książka (nie skończyłam Jansson, a bardzo już ostrzę sobie zęby na Hjorth). Obejrzałam ciekawy vlog na temat problemów niektórych internetowych nauczycieli irlandzkiego z wymową (różnice w sposobie wymawiania, zbytnie zanglicyzowanie języka irlandzkiego to utrapienie, przynajmniej dla mnie; lubię uczyć się od ludzi, którzy wiedzą, co robią). Koty się pobudziły, dostały jeść i angażują się w kocie zapasy.

czwartek, 1 sierpnia 2024

1689. Jesień?

Równie ciepło, mniej słonecznie. Katrin-asystentka zdecydowała, że nie zostanie nawet do końca miesiąca i dzisiaj jest jej ostatni dzień; uścisnęłyśmy się na podżeganie. Po południu zastartował mi długi weekend i chyba głowa za bardzo sobie to wzięła do głowy, po mężowskim obiedzie padłam jak kawka, obudziłam się z drzemki przed ósmą wieczorem. Przejrzałam trochę genealogii i zaraz trzeba było iść do Junony (poszliśmy z Fredem). Słońce zachodzi coraz szybciej, smutno się nam zrobiło w drodze do sąsiadki; Ryszard pewnie siedziałby na tamtym murku, łapał ostatnie promienie.

wtorek, 1 sierpnia 2023

1324. Sierpień.

Kombajny na polach, Lucyfer przekwitł, obudziły się wrzosy i przede wszystkim od jakiegoś czasu deszczu więcej niż słońca.

Poszłam spać po północy i zaliczałam kręciołkę (wybudzenia, sprawdzanie godziny i czy daleko jeszcze do szóstej). 

Kochany pojechał do Galway, na popołudnie, ale wyjeżdżał z domu kilka godzin wcześniej, więc umówiliśmy się, że wybywam do pracy autobusem. W Centrum Luiza dostawała ostatnich ataków paniki (w czwartek jej syn się żeni, potem długo się nie widzimy). Pływam w statystyce (powiedziano mi, żebym "nie robiła Saren", tylko wzięła się za siebie; Saren, która nadal grzebie się ze swoją pracą, potaknęła). Ka&Jot już w domu, jesteśmy umówieni na jutro (będzie opowiadanie o wakacjach; chyba fajnie, może się zrelaksuję). 

poniedziałek, 1 sierpnia 2022

958. Ostatni dzień.

I przyszedł kolejny sierpień, czas irlandzkich zbiorów. Ryszard dwa razy w nocy dojadał, musiałam mu otwierać drzwi od sypialni, księciuniowi włochatemu. Potem trochę narobił nam strachu, bo długo spał w budce w ogrodzie, o czym sądziłam, że mu się raczej nie zdarza (ostatnio leżakował tam długo, gdy był bardzo chory, 2 lata temu). Rano w tle Pamiętnik z powstania warszawskiego Mirona w wykonaniu Mateusza Pospieszalskiego (2009), ale nie bardzo słuchałam, bezdennie głupi rozlew krwi wydaje mi się dzisiaj jeszcze głupszy.

Teściowa chciała nakupić sobie cheddarów, więc udaliśmy się do Tesco i Lidla, potem Fred zaparkował na miejskim parkingu i poszliśmy połazić po mieście, zrobić trochę zdjęć. Dzisiaj jest bank holiday, więc w Il Forno był niezły tłok, ale znalazł się stolik dla naszej trójki i zjedliśmy tam obiad. Jak zwykle trochę pizzy z karczochem przywiozło się ze mną do domu na kolację. 

Zdążyliśmy przed deszczem, popołudnie było mokre, szare i senne, nawet poszłam na trochę w kimono. To ostatni dzień pobytu teściowej, jutro skoro świt wyrusza do Polski. Chyba jest zadowolona. My w zasadzie też, bo bywaliśmy z nią tu i tam, ze swej strony dodam, że dobrze było ją lepiej poznać. Ale kabaret Neo-Nówki oglądamy cichcem, gdy teściowa bierze prysznic. Potem, gdy jest już w łóżeczku, we trójkę słuchamy płyty Ta nasza młodość ze zbioru Piwnicy i rozmawiamy luźno o mało kontrowersyjnych sprawach. Na lodówce nalepka z przypominajką: "zastrzyk".

niedziela, 1 sierpnia 2021

593. Pierwszy sierpnia w Glendalough.

Pobudka po piątej, wyjazd ok. ósmej, po przyjeździe Aś. W towarzystwie The Cure (do) i The Pogues (z) pojechaliśmy w trójkę naszym samochodem. Byliśmy na miejscu o całkiem znośnej godzinie, ruszyliśmy na szlak przez Paulanass, i tutaj czekała nas miła niespodzianka: nie było obowiązkowego okrążania drogi, którą ostanio udało się nam przejść w całości cztery lata temu (Spinc and Glenealo Route). Zaliczyliśmy wszystkie punkty widokowe naokoło Upper Lake, a nawet odbiliśmy na jakiś czas na szlak do Lugduff. Tym razem nie pomyliliśmy go z niczym innym, byliśmy na górze, zleźliśmy z góry, naokoło wrzos kwitł, jagodziska obrodziły. Wracając do szlaku ku Glenealo napotkaliśmy gościa który zamierzał na Lugduff spędzić noc pod namiotem. Mówił fajnym północnym akcentem. 

Pod cmentarzem byliśmy ponownie przed szóstą. Tym razem w drodze powrotnej nie udał się nam przystanek w restauracji Wicklow Heather (dzikie tłumy). Przygarnęła nas dopiero knajpa Byrne & Woods w Roundwood. Niewykwintna i z kwadrans czekaliśmy na stolik, ale miłe mi było wytchnienie i słońce ogrzewające plecy. 








sobota, 1 sierpnia 2020

228. Medytacyjny początek sierpnia.

Medytacją było prasowanie poszew i bielizny oraz mycie kuchenki uskutecznione przez słomianą wdowę (Fred wyjechał do Dublina bladym świtem). Z przyjemnością przy tym wysłuchałam wczorajszego vloga Lisy Lansing. Cel życia — poświęciłam temu dzisiaj sporo rozważań, podzieliłam się myślami z mężem, gdy wrócił i odespał poranek. Drugi temat to wszystkie obsesje Rory'ego Gallaghera. Siedzimy i gadamy.