Wyjścia kulturalne: opera w marcu (Latający Holender) i we wrześniu (koncert Verdi, Viva Wagner), w czerwcu spotkanie z Mariuszem Szczygłem w ramach festiwalu O'Czytani, we wrześniu koncert folkowy w augustiańskim kościele oraz przedstawienie Makbeta w dublińskim the Gaiety. Kino, bogowie, tylko raz, niedawno, bo jednak skoro Smarzol, to wiadomo (w zeszłym to samo, poprawy nie widać). Ogólnie, chcieliśmy wszystko częściej, ale jakoś nam nie wychodziło, bardzo jesteśmy zapuszczeni :)
Czytelniczo: założenie było podobne jak w zeszłym roku, potencjalnie książka na tydzień, wyszło wszystkiego razem 64, w tym: 18 po angielsku, 24 w czytniku (epuby i pdf-y), 8 audiobooków oraz 8 wypożyczonych z biblioteki (irlandzkiej i polskiej zusammen do kupy). Mam kilka pomysłów na nowy rok, w tym projekt irlandzki (chęć zapoznania się z pewną ilością lokalnej literatury współczesnej).
Ogrodowo: narcyzy jako tako, tzn. rosły, choć już się nie fascynowałam, a nawet zapomniałam wysadzić kilka cebul. Ale był pomysł, aby zrobić w ogródku info o tym, że jest to memorial garden kota Ryszarda i nie mogliśmy się z tym pozbierać. Żaden koncept nie był dość dobry, nie motywował do natychmiastowego działania, finalnie portret Rysia na desce przywieziony przez Kochanego z Polski wylądował w domu, za szybką. Czyli idea przeniesiona na rok obecny.
Czkawka w ogólnym grafiku była mocno związana ze zmianami pracowymi. Tak jak w poprzednim roku, gdy zmiana pracy u Freda wpłynęła na to, jak spędzamy czas, tym razem roszady u mnie pociągnęły za sobą zmiany obyczajowe. Z Centrum na stałe przeszłam do Jamy w kwietniu, drugi awans zaliczyłam we wrześniu. W nowym roku chciałabym ponownie zmienić pracę, muszę więc skończyć z wymówką, że "mnie to męczy i dlatego inne rzeczy się nie wydarzają".













