Było normalnie. Nasza wizyta nie pozwoliła Ka spać, więc Jot była zadowolona (moja mama ma zwyczaj przesypiania nowego roku i bardzo mnie ta jej autystyczna cecha wkurwia). Było normalnie w tym sensie, że przy Fredowej sałatce porozmawialiśmy sobie w miłym towarzystwie na kontrowersyjne tematy, toastu alkoholowego brak, a gospodarz domu nie miał parcia na latanie z fajerwerkami pomimo obecności dwóch dzieciaków na "gospodarce". Czyli da się, wiele rzeczy jest kwestią indywidualnych wyborów. Po północy wybywając do domu mijaliśmy jeszcze grupki wystrzałowiczów. Szkoda, że udało się "naszym" przywlec tego strupa.
Rok 2021 był spoko rokiem, udało mi się zaczepić w pracy innej, niż zazwyczaj przypada imigrantom i wróciłam na studia w dobrym czasie. Przeleciałam nad morzem tylko cztery razy. Projekt czytania Biblii padł z nudów, nie wykonałam też w całości zamiaru przeczytania 53 książek, ale moje czytelnictwo zdecydowanie się poprawiło i jestem pewna, że będzie jeszcze lepiej. Włosy mam już prawie zupełnie odrośnięte na siwo. U rodziców zmarł kolejny pies, za to niezliczoną ilość razy udało się im uratować kocie życia. Wyrzucam sobie, że za mało param się językami, czy tak będzie za rok? Oby nie. Nowy dzień za oknem, jasny i wietrzny.
Ja tradycyjnie nie robię żadnych podsumowań, ale wyjątkowo startuję z postanowieniem, by się czytelniczo poprawić. W 2022 mniej seriali, więcej książek!
OdpowiedzUsuńU mnie były momenty czytelniczego lenistwa, sądzę, że w tym roku studia podrasują moje tempo :)
Usuń