Strony

piątek, 1 stycznia 2021

Postscriptum #380.


Byliśmy rozpieszczani. Aś podała przegrzebki, gulasz z żołądków, szpinak ze skwarkami, szynkę na gorąco — zestaw uznaję za wart zapisania dla potomności. Zadzwoniłam do domu na Dolnym Śląsku  i chwilę porozmawialiśmy z tatą, mama w czasie polskiej północy spała. W tle randomowe nagrania Rory'ego Gallaghera i płyta The Man Who Sold the World Bowiego. Toast wzniosłam czarną herbatą z miodem i cytryną, a wejście nowego roku przywitaliśmy godnie i głośno, alarmem przeciwpożarowym.


Podsumownik za pamięci? Niekoniecznie mam chęć. Ten rok, wbrew czarnemu PR-owi, nie był dla mnie zły. To właściwe miejsce, dobry czas.

2 komentarze:

  1. Też nigdy nie podsumowuję minionego roku. Było jak było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok temu podsumownik był, głównie dlatego, że prowadziłam bloga pod tym adresem od grudnia'19, a reszta roku była zapisana na innym blogu, który jest prywatny. Tutaj tymczasem widać jak szło. Nie mogę narzekać.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.