Byliśmy rozpieszczani. Aś podała przegrzebki, gulasz z żołądków, szpinak ze skwarkami, szynkę na gorąco — zestaw uznaję za wart zapisania dla potomności. Zadzwoniłam do domu na Dolnym Śląsku i chwilę porozmawialiśmy z tatą, mama w czasie polskiej północy spała. W tle randomowe nagrania Rory'ego Gallaghera i płyta The Man Who Sold the World Bowiego. Toast wzniosłam czarną herbatą z miodem i cytryną, a wejście nowego roku przywitaliśmy godnie i głośno, alarmem przeciwpożarowym.
Podsumownik za pamięci? Niekoniecznie mam chęć. Ten rok, wbrew czarnemu PR-owi, nie był dla mnie zły. To właściwe miejsce, dobry czas.


Też nigdy nie podsumowuję minionego roku. Było jak było.
OdpowiedzUsuńRok temu podsumownik był, głównie dlatego, że prowadziłam bloga pod tym adresem od grudnia'19, a reszta roku była zapisana na innym blogu, który jest prywatny. Tutaj tymczasem widać jak szło. Nie mogę narzekać.
Usuń