wtorek, 31 grudnia 2019
Postscriptum #14.
Podsumownik za pamięci. Rok rozpoczęłam jako konkubina, kończę będąc certyfikowaną żoną ubogaconą kotem i trójką szwagrów, których lubię wcale nie dlatego, że mieszkają daleko. Ślub był "po naszemu", podobnie jak poślubna podróż na wschód — okazało się, że życie wcale nie tak trudno jest upraszczać, a wschód Polski, zwiedzany tak jak my chcemy, mnie oczarował. Późną wiosną zobaczyłam na żywo obraz Caravaggia i weszłam (również na dość żywo) na Donarda. Osiem razy przeleciałam nad morzem irlandzkim. Niezliczoną ilość razy robiłam mojemu Fredowi kawę o poranku. W rodzinnym domu ubyło jednego psa (śmierć Bobisi w sierpniu) i przybyło jednego (w listopadzie pojawił się Maksiu). Pod koniec roku zakończyłam bywanie w dwóch miejscach pracy. Dowiedziałam się (a nawet przypomniałam sobie) przy tej okazji, że środowisko, które jeszcze do niedawna było moim chlebem powszednim męczy mnie i nudzi jak cholera, ale radość z bycia z młodzieżą nadal się we mnie tli, czeka, aby zająć się ogniem. Od trzech miesięcy zapuszczam siwy odrost. To był dobry rok.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
W sumie wystarczy przeczytać ostatnie zdanie :)
OdpowiedzUsuń